„Strażnicy Tajemnic. CUFAL” – Magdalena Pełka

„Technologia zawsze miała dwa oblicza. […] Jedno chroni, drugie zniewala.”
Kiedy biorę do ręki książkę, która przenosi mnie w przyszłość moich własnych stron, zawsze czuję dreszcz ekscytacji wymieszany z lekką obawą. Magdalena Pełka w powieści „Strażnicy Tajemnic. CUFAL” zaserwowała mi wizję Śląska w XXII wieku, która jest tak sugestywna, że niemal czułam zapach metalu i chłód sterylnych, korporacyjnych korytarzy. To nie jest tylko kolejna opowieść o robotach i neonach, ale głęboko niepokojący thriller psychologiczny, w którym walutą staje się to, co mamy najcenniejszego – nasza własna pamięć i tożsamość.
Główny bohater, Filip Kornacki, to postać, z którą błyskawicznie nawiązałam więź, mimo że on sam nie wie, kim właściwie jest. Agent elitarnego zespołu CUFAL, po ciężkim zranieniu, budzi się w świecie, w którym jego własny umysł stał się białą plamą, a potężna korporacja MEOW natychmiast czyni z niego kozła ofiarnego. Czytałam tę historię z zapartym tchem, zastanawiając się, jak to jest stracić fundamenty własnego „ja” i zostać oskarżonym o zdradę przez system, któremu oddało się życie.
Autorka w mistrzowski sposób kreśli portret świata zdominowanego przez technologię, w którym lojalność jest towarem podlegającym rynkowym spekulacjom. Mechanizmy działania korporacji MEOW przerażały mnie na każdym kroku, bo choć to fikcja literacka, momentami wydawała się niebezpiecznie bliska współczesnym trendom nadzoru i manipulacji danymi. Obserwowanie, jak Filip próbuje posklejać okruchy swoich wspomnień, było jak układanie puzzli, których elementy parzą w dłonie, a każdy kolejny odkryty fragment tylko potęguje poczucie zagrożenia.
Bardzo podobało mi się, jak w tej futurystycznej wizji autorka osadziła lokalne, śląskie akcenty, nadając całości unikatowego, industrialnego sznytu. Przeniesienie finału do podziemi Sztolni Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach to był strzał w dziesiątkę – mrok dawnych kopalń idealnie korespondował z mrokiem korporacyjnych tajemnic. Czułam to klaustrofobiczne napięcie i wilgoć ścian, towarzysząc bohaterom w ich desperackiej walce o prawdę, która mogła zburzyć cały ustalony porządek świata.
W trakcie lektury nie mogłam opędzić się od skojarzeń z klasyką literatury dystopijnej, a konkretnie z „Rokiem 1984” Orwella. Ta wszechobecna kontrola, śledzenie każdego ruchu i, co najgorsze, wnikanie w najgłębsze zakamarki myśli, wywoływały u mnie autentyczny niepokój. „Strażnicy Tajemnic. CUFAL” to przestroga przed światem, w którym człowiek staje się tylko zbiorem danych, a jego wspomnienia mogą być edytowane lub usuwane na żądanie zarządu potężnej firmy.
Dynamiczna akcja nie pozwalała mi odłożyć książki nawet na chwilę, ale to warstwa refleksyjna zostanie ze mną na dłużej. Zastanawiałam się, komu tak naprawdę mogłabym zaufać w rzeczywistości, gdzie zdrada jest wpisana w procedury operacyjne, a bliskie osoby mogą okazać się jedynie narzędziami w rękach mocodawców. Magdalena Pełka stworzyła bohaterów z krwi i kości, targanych wątpliwościami, co w tym zimnym, technologicznym świecie było niezwykle odświeżające.
Powieść ta jest doskonałym przykładem na to, że polskie science fiction ma się świetnie i potrafi stawiać fundamentalne pytania o granice moralności i człowieczeństwa. Czy rozwój technologii musi oznaczać regres empatii? Gdzie kończy się bezpieczeństwo, a zaczyna niewolnictwo umysłu? To pytania, które dudniły mi w głowie jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony, sprawiając, że zaczęłam inaczej patrzeć na otaczające mnie inteligentne urządzenia.
Zdecydowanie polecam tę lekturę każdemu, kto szuka w literaturze czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki. To gęsta, mroczna i niezwykle inteligentna podróż w przyszłość, która może okazać się bliższa, niż nam się wydaje. Magdalena Pełka udowodniła, że potrafi tkać intrygi, które trzymają w napięciu do ostatniego zdania, nie dając czytelnikowi łatwych odpowiedzi, ale zmuszając go do samodzielnego poszukiwania prawdy w labiryncie kłamstw.
