kryminał sensacja thriller

„Archipelag” – Marek Stelar

ksiazkowyzaulek 

„A więc pamięć ludzką można porównać do archipelagu. Bo wspomnienia są jak wyspy i to wszystko co przechowuje nasza pamięć, a czego nauczyliśmy się przez całe życie. Zaś mosty to komunikacja między wyspami ,a więc coś co powoduje, że przywoływanie wspomnień i wykorzystywanie nabytych umiejętności są logiczne i mają sens.”

Pamiętam, jak przy pierwszej części z Gośką Podrzycką pomyślałam, że Marek Stelar stworzył duet, z którym mogłabym konie kraść, a przynajmniej biegać po nadmorskich wydmach w poszukiwaniu prawdy. Powrót do Świnoujścia w „Archipelag” był dla mnie jak spotkanie z dawnymi znajomymi, których nie widziałam stanowczo za długo. Jesienne, chłodne i wietrzne wybrzeże roku 2024 przywitało mnie klimatem, który autor potrafi oddać jak mało kto – czułam ten piach w butach i słyszałam szum fal uderzających o brzeg, gdy tylko otwierałam książkę.

Wszystko zaczyna się od uderzenia, które trafia prosto w serce lokalnej społeczności policyjnej, bo znalezienie zwłok ojca jednego z funkcjonariuszy nigdy nie jest po prostu kolejną sprawą. Ten osobisty wątek sprawia, że emocje od początku buzują pod powierzchnią, a ja od razu poczułam ten ciężar, który spadł na barki Gośki i Pawła Szenfelda. Tajemnicza kartka z literami znaleziona przy zmarłym nauczycielu stała się dla mnie prywatną zagadką, którą próbowałam rozwikłać razem z nimi, czując narastający niepokój z każdą kolejną stroną.

Stelar po mistrzowsku buduje napięcie, bo gdy tylko wydaje mi się, że złapałam jakiś trop, on dorzuca kolejny element układanki, który burzy mój spokój. Śmierć przedsiębiorcy na promie do Ystad oraz tragiczny pożar altany, w którym ginie kobieta od lat opłakująca zaginioną córkę, to punkty na mapie, które zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Jednak intuicja podpowiadała mi, że pod tymi falami kryje się coś znacznie głębszego i mroczniejszego, co tylko czeka, by wypłynąć na powierzchnię.

Zafascynowało mnie to, jak autor połączył współczesne śledztwo z tragedią sprzed niemal trzech dekad, pokazując, że przeszłość nigdy tak naprawdę nie umiera, a jedynie drzemie w ukryciu. Ta podróż w lata dziewięćdziesiąte była dla mnie bolesna, ale też niezwykle potrzebna, by zrozumieć motywacje bohaterów i łańcuch zdarzeń, który doprowadził do obecnego rozlewu krwi. Pytanie, kogo prosić o odpowiedzi, gdy świadkowie i ofiary znikają jeden po drugim, wisiało nade mną niczym gęsta, morska mgła.

Relacja Gośki i Pawła to w mojej opinii jeden z najmocniejszych punktów tej serii, bo ich wzajemne zaufanie i sposób, w jaki się uzupełniają, są niezwykle autentyczne. Obserwowanie ich pracy to czysta przyjemność, zwłaszcza że Stelar nie szczędzi nam trudnych pytań o moralność, sprawiedliwość i to, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla prawdy. Ich determinacja w dążeniu do celu, mimo piętrzących się trudności i osobistych dramatów, sprawiła, że kibicowałam im z całego serca do samego finału.

Sama metafora wysp i mostów, która towarzyszy tej historii, niesamowicie do mnie trafiła i zmusiła do refleksji nad tym, jak budujemy nasze własne relacje. „Archipelag” pokazuje, że czasem te mosty są kruche, a innym razem prowadzą w miejsca, o których wolelibyśmy zapomnieć, jednak przejście przez nie jest konieczne, by odnaleźć to, co właściwe. To nie jest tylko zwykły kryminał, to opowieść o ludziach uwięzionych na swoich własnych wyspach, próbujących desperacko nawiązać kontakt z drugim człowiekiem.

Książka okazała się dla mnie absolutnie nieodkładalna, a styl Marka Stelara, jak zwykle zagmatwany w pozytywnym tego słowa znaczeniu, utrzymał mnie w skupieniu do ostatniego zdania. Uwielbiam to uczucie, gdy autor tak sprawnie wodzi mnie za nos, serwując fabułę pełną zakrętów, w której każde słowo ma znaczenie i każde spotkanie niesie ze sobą konsekwencje. To była niesamowita literacka uczta, która potwierdziła, że autor zasłużenie zajmuje wysokie miejsce na liście moich ulubionych twórców gatunku.

Zamykając „Archipelag”, poczułam żal, że to już koniec tej przygody, choć rozwiązanie zagadki przyniosło mi swoisty spokój i satysfakcję. Jeszcze długo po lekturze słyszałam w głowie szum Bałtyku i analizowałam losy bohaterów, zastanawiając się, jak wiele tajemnic wciąż kryje się w nadmorskich miasteczkach. Jeśli szukacie kryminału, który was pochłonie bez reszty i zostawi z poczuciem dobrze spędzonego czasu, to ta pozycja jest obowiązkowa na waszej półce.

Recommended Posts

powieść obyczajowa romans współpraca recenzencka

„Szklana jabłoń” – Katarzyna Klein

„Renata nie mogła uwierzyć, jak bardzo można być samotnym, mając wokół siebie tylu ludzi o których się dba.” Są takie książki, które nie pozwalają o sobie zapomnieć jeszcze długo po tym, jak zamkniemy ostatnią stronę, i „Szklana jabłoń” z całą pewnością do nich należy. Katarzyna Klein utkała opowieść niezwykle gęstą od emocji, w której losy […]

ksiazkowyzaulek 
kryminał sensacja thriller

„Archipelag” – Marek Stelar

„A więc pamięć ludzką można porównać do archipelagu. Bo wspomnienia są jak wyspy i to wszystko co przechowuje nasza pamięć, a czego nauczyliśmy się przez całe życie. Zaś mosty to komunikacja między wyspami ,a więc coś co powoduje, że przywoływanie wspomnień i wykorzystywanie nabytych umiejętności są logiczne i mają sens.” Pamiętam, jak przy pierwszej części […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment