„Znajdź swoje szczęście” – Natalia Sońska

„Wszystko w życiu dzieje się po coś. Wszystko, co przeżywasz, ma swój ustalony cel, który dostrzegasz dopiero po jakimś czasie. I jedni mogą mówić, że to tylko tłumaczenia, mydlenie oczu czy nadmierny optymizm. Może i tak, ale komu to przeszkadza, skoro przynosi ulgę? Ja twierdzę, że Pon Bucek, albo jak kto nie wierzy, los tak układa nam życie w taki sposób prowadzi wydarzenia, żeby w każdej sytuacji szukać ukrytego sensu. I zobaczysz , że Tobie tak się poskłada, żebyś po tych wszystkich przejściach i stratach zyskała co innego.”
Miałam już nie wracać do świątecznych klimatów – myślałam, ż wszystkie te co zaplanowałam mam już przeczytane, a jednak… przeglądając listę książek, odnalazłam zagubioną powieść Natalii Sońskiej i przepadłam. Dzieła tej autorki, zwłaszcza te z serii Zakopiańskiej, zawsze miały dla mnie wyjątkowe znaczenie. Tym razem nie było inaczej – historia „Znajdź swoje szczęście” wciągnęła mnie całkowicie, przywołując emocje, wspomnienia i tęsknoty, które już dawno schowałam gdzieś na dnie serca.
Zakopane to dla mnie miejsce szczególne. Zakochana w Tatrach od dawna traktuję to miasteczko jako swoją odskocznię, choć odkąd pojawiły się dzieci, niestety trochę je zaniedbałam. Tym bardziej książka Sońskiej trafiła w czuły punkt. Sara, główna bohaterka, po rozwodzie porzuca swój nadmorski azyl w Sopocie i wyrusza w Tatry, by rozpocząć nowe życie. Jej perypetie związane z wymarzonym domem pod Giewontem, a zwłaszcza z pensjonatem Pani Anieli, od razu odżywiły moje wspomnienia. Sama mam taki domek pod Giewontem, który niestety w ostatnich latach nie widział mnie tak często, jak bym chciała. Czytając o codziennym ciepłym uśmiechu Pani Anieli, miałam wrażenie, jakbym tam znów była – w ciszy tatrzańskiego zimowego poranka, z widokiem na ośnieżone szczyty.
Historia Sary jest jak kalejdoskop emocji. Awaria w domu sprawia, że trafia do pensjonatu, gdzie wbrew sobie spędza święta. Z jednej strony nieznajome środowisko, z drugiej – Pani Aniela, która z troską i subtelnością wprowadza bohaterkę w zakopiański świat pełen magii grudniowego czasu. A w tle Maks – intrygujący, choć początkowo szorstki góral, od którego zależy, kiedy Sara wreszcie poczuje się „na swoim”.
Sońska wplata w historię piękne obrazy zimowego Zakopanego, które zachwyca i koi, ale również pokazuje jego autentyczność – ludzi, którzy tam żyją, ich pasje i historie. Sama miałam okazję poznać kilku tatrzańskich przewodników i ratowników górskich, którzy z czasem zaczęli traktować mnie jak swoją – choć działam w zupełnie innych górach! To właśnie dzięki takim wspomnieniom mogłam się mocno utożsamić z Sarą, która odnajduje w górach nowe miejsce na szczęście.
Nie mogłam oderwać się od tej książki, bo każda strona przypominała mi, za czym tęsknię – za górskimi wędrówkami, zapachem drewna w tatrzańskich domkach i rozmowami pełnymi mądrości i humoru, które można usłyszeć tylko pod Giewontem. Sońska udowadnia, że nigdy nie jest za późno, by znaleźć swoje szczęście, a magia miejsca i ludzi potrafi zdziałać cuda.
„Znajdź swoje szczęście” to idealna książka na zimowe wieczory – nostalgiczna, ciepła i przepełniona tatrzańskim urokiem. Polecam ją każdemu, kto tęskni za górami i potrzebuje przypomnienia, że zawsze jest szansa na nowy początek.
