„Cienie na połoninach” – Małgorzata Garkowska

„Wbrew panoszącemu się złu, istnieje także bezwarunkowe dobro.”
Pamiętacie te chwile, gdy bierzecie do ręki książkę i już po kilku stronach wiecie, że ta historia zostanie z Wami na znacznie dłużej? Tak właśnie poczułam się, otwierając „Cienie na połoninach”, czyli pierwszy tom sagi bieszczadzkiej autorstwa Małgorzaty Garkowskiej. Autorka przenosi nas w czasy, gdy I wojna światowa brutalnie przerywa spokój i wywraca do góry nogami porządek, który wydawał się dany raz na zawsze. To nie jest tylko opowieść o wielkiej polityce czy strategii wojskowej, ale przede wszystkim o ludziach, których marzenia i plany muszą nagle zmierzyć się z hukiem armat i niepewnością jutra.
Obserwujemy losy dwóch przyjaciół, Andrzeja Bukowskiego i Bogdana Poradowskiego, którzy prosto z lwowskiej politechniki zostają rzuceni w wir wojennej zawieruchy. To niesamowite, jak plastycznie Garkowska oddaje ten kontrast między beztroską studiów a brutalnością frontu. Jednak to Bieszczady, z ich dziką naturą i połoninami skąpanymi we mgle, stają się prawdziwym tłem dla najważniejszych wydarzeń. Gdy ranny Andrzej trafia do majątku Roszkowskich, historia nabiera barw, których nie spodziewałam się w tak mrocznych czasach, a sielskie krajobrazy stają się niemymi świadkami rodzącego się uczucia.
Relacja Andrzeja i Emilii to majstersztyk pod względem emocjonalnym, ponieważ nie jest to łatwa, cukierkowa miłość. Autorka rzuca im pod nogi kłody, o których nawet nie chcielibyśmy myśleć, a oskarżenie o dezercję to zaledwie wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi muszą się zmierzyć. Czytałam te fragmenty z zapartym tchem, zastanawiając się, jak wiele jest w stanie znieść człowiek, by chronić to, co dla niego najdroższe. To właśnie ta autentyczność bólu i nadziei sprawia, że postacie stają się nam bliskie, jakbyśmy sami siedzieli z nimi przy jednym stole w podkarpackiej wsi.
Równie poruszający jest wątek Bogdana i Anny, siostry Andrzeja, która zmaga się z własną nieśmiałością i brakiem wiary w siebie. To tak ludzkie i bliskie wielu z nas – te podszepty kompleksów, które mówią, że nie jesteśmy wystarczająco dobre dla kogoś, kogo kochamy. Ich relacja, pełna czułości i wzajemnego wsparcia, pokazuje, że w świecie naznaczonym widmem śmierci, bliskość drugiego człowieka jest jedyną kotwicą pozwalającą zachować zmysły. Garkowska pięknie pokazuje, jak wojna potrafi wyostrzyć uczucia i sprawić, że każda chwila spędzona razem zyskuje wagę złota.
Niesamowitym elementem tej powieści jest tkanka kulturowa, w którą wpleciona została fabuła. Opisy bojkowskich tradycji, wierzeń i codzienności sprawiają, że niemal czułam zapach świeżo pieczonego chleba w chyży i słyszałam bicie cerkiewnych dzwonów w oddali. To rzadka umiejętność, by tak płynnie połączyć wątki romantyczne z etnograficzną i historyczną głębią, nie tracąc przy tym tempa akcji. Autorka oddaje głos dawnym mieszkańcom tych ziem, pozwalając wiatrowi śpiewać ich historię na nowo, co nadaje całości niemal mistycznego charakteru.
Wątek zagubionego listu, który nigdy nie trafił do adresata, dodaje opowieści nutkę tragizmu i skłania do refleksji nad tym, jak jeden przypadek może zmienić bieg całego życia. Często zapominamy, że w dawnych czasach komunikacja była luksusem, a milczenie mogło oznaczać najgorsze. Ta niepewność towarzyszy bohaterom przez całą książkę, budując napięcie, które nie pozwala odłożyć lektury choćby na moment. Zastanawiałam się, ile takich nieodczytanych słów pogrzebała wojna i jak wiele serc pękło przez zwykły brak wiadomości.
„Cienie na połoninach” to książka, która zostawia w czytelniku ślad i zmusza do zastanowienia się nad siłą ludzkich marzeń w obliczu tragedii. To wielopokoleniowa saga, która nie boi się trudnych pytań o honor, odwagę i cenę wierności własnym ideałom. Każda łza opisana na kartach tej powieści niesie echo minionych dni, a ja jako czytelnik czułam się zaszczycona, mogąc w tym wszystkim uczestniczyć. To lektura wciągająca, niezwykle poruszająca i dająca do myślenia, szczególnie w dzisiejszych, niespokojnych czasach.
Jeśli szukacie czegoś, co pochłonie Was bez reszty i przeniesie w zupełnie inny świat, to ta pozycja jest obowiązkowa na Waszej liście. Ja traktuję ją jako idealną przypominajkę przed lekturą drugiego tomu, czyli „Kolorów bukowych lasów”, którego recenzja pojawi się u mnie już niebawem. Małgorzata Garkowska stworzyła literacki świat, w którym chce się zostać, mimo wszystkich trudów, jakie spotykają bohaterów. Serdecznie polecam każdemu, kto kocha sagi z duszą i historią w tle.
