„Antologia z dreszczykiem” – praca zbiorowa

„Otaczała mnie ciemność. Ale nie taka zwykła, która pojawia się nocą po zgaszeniu żarówki. Nie to był zły, tłusty, wszechogarniający mrok, wypełzający z kątów i szczelin oraz wciskający się w każdą, najmniejszą nawet szparę. Ciężki i oleisty. Namacalny, wchłaniający światło i odbierający nadzieję”.
„Antologia z dreszczykiem” to pozycja, obok której nie mogłam przejść obojętnie, choć przyznam Wam szczerze – zazwyczaj omijam szerokim łukiem wszelkie zbiory opowiadań. Mam w sobie taką czytelniczą zachłanność, że gdy tylko poczuję chemię z bohaterami i zacznę wsiąkać w ich świat, historia nagle dobiega końca, a ja zostaję z wielkim znakiem zapytania i niedosytem. Tym razem jednak ciekawość zwyciężyła nad przyzwyczajeniem, choć do ostatniej chwili biłam się z myślami, czy to na pewno lektura dla mnie. I wiecie co? Okazało się, że dokładnie takiej dawki niepokoju potrzebowałam, by wyrwać się z rutyny.
To praca zbiorowa, w której polscy autorzy rzucili wyzwanie naszym najgłębszym lękom, serwując nam literacki koktajl pełen mroku. Już przy pierwszej opowieści poczułam, jak na karku wyrasta mi gęsia skórka, a chłód bijący ze stron książki stał się niemal fizycznie odczuwalny. Były momenty, w których każde niespodziewane skrzypnięcie podłogi w pokoju obok sprawiało, że serce podchodziło mi do gardła, a dłoń odruchowo szukała włącznika światła. Ta książka nie tylko opowiada historie, ona buduje atmosferę osaczenia, z której trudno się otrząsnąć nawet po odłożeniu czytnika czy papieru.
Muszę jednak zaznaczyć, że jak to w antologiach bywa, teksty są bardzo zróżnicowane pod względem poziomu. Nie ukrywam, że niektóre opowiadania trafiły w moją wrażliwość bezbłędnie, wywołując autentyczny podziw dla kunsztu autora, podczas gdy inne przeszły bez większego echa lub zwyczajnie mniej przypadły mi do gustu. Ta nierówność jest jednak wpisana w charakter takich wydań i wcale nie odbiera radości z odkrywania kolejnych makabresek. Paradoksalnie, to właśnie to zróżnicowanie sprawia, że lektura jest tak nieprzewidywalna i świeża.
Wizje przedstawione w tej antologii zabierają nas w miejsca, gdzie zwykła, bezpieczna codzienność pęka jak cienka szyba, odsłaniając to, co wolelibyśmy pozostawić w ukryciu. Zamknięte drzwi, za którymi czai się nieznane, czy kroki na pustych schodach, to tylko wierzchołek góry lodowej. Autorzy udowadniają, że śmierć wcale nie musi być ostatecznym końcem, lecz czasem staje się początkiem krwawej zemsty lub ponurą przestrogą dla tych, którzy zostali. To, co szeleści za ścianą, może znać Twoje imię lepiej niż Ty sam, a zwyczajny zakręt na drodze może okazać się progiem, zza którego nie ma powrotu.
Każda z tych historii szepcze do nas długo po zmroku, sprawiając, że cisza dzwoniąca w uszach staje się nie do zniesienia. Niepokojący sen, który zaczyna zlewać się z rzeczywistością, czy choroba odbierająca nadzieję, a będąca jedynie wstępem do prawdziwego koszmaru – to motywy, które mocno zapadają w pamięć. Światło w korytarzu nagle przestaje być tylko udogodnieniem, a staje się absolutną koniecznością, choć w głębi duszy wiemy, że przed niektórymi rzeczami żaden blask nas nie uchroni. Te opowieści nie potrzebują tanich chwytów, by zasiać w nas ziarno niepokoju.
Lektura tej książki to prawdziwa jazda bez trzymanki dla wyobraźni, która doskonale sprawdza się w jesienne lub zimowe wieczory. Ostrzegam jednak lojalnie: osoby o słabych nerwach uprasza się o nieczytanie tego zbioru przed snem, chyba że chcą sprawdzić, jak bardzo sugestywne mogą być literackie wizje grozy. Niektóre obrazy są tak plastyczne i duszne, że zostają pod powiekami jeszcze długo po zgaszeniu lampki nocnej. To literackie doświadczenie dla tych, którzy lubią czuć ten specyficzny, chłodny ucisk w żołądku.
Mimo moich początkowych obaw związanych z formą opowiadań, bawiłam się przy tym zbiorze wyśmienicie i gorąco go Wam polecam. To fascynująca podróż przez różne odcienie strachu, od klasycznej grozy po thrillery psychologiczne, które uderzają w najczulsze struny. Nawet jeśli niektóre fragmenty podobały mi się mniej, to te najlepsze z nawiązką wynagrodziły mi każdą minutę spędzoną z książką. Polska scena grozy ma się naprawdę świetnie, a ta antologia jest tego najlepszym, mrocznym dowodem.
Jeśli szukacie czegoś, co sprawi, że Wasz bezpieczny dom na chwilę przestanie taki być, sięgnijcie po tę pozycję bez wahania. To idealny sposób na sprawdzenie własnej odporności na lęk i poznanie pióra wielu utalentowanych twórców w jednym miejscu. Przygotujcie się na wieczór pełen emocji, który sprawi, że zaczniecie uważniej nasłuchiwać dźwięków nocy. Ja bawiłam się świetnie i choć nie raz przebiegł mi dreszcz po plecach, to warto było dać się porwać tej mrocznej przygodzie.
