„Odrodzenie” – Agnieszka Lis

„W życiu odradzamy się dzień po dniu.Wstajemy i idziemy przed siebie każdego ranka. Każdy ma swoje odrodzenie, swój własny cel.”
Kiedy biorę do ręki taką książkę jak „Odrodzenie”, czuję niemal fizycznie ciężar tamtych lat, ten pył warszawskich ruin osiadający na ubraniach i duszy. Agnieszka Lis po raz kolejny udowadnia, że potrafi malować emocjami obraz miasta, które choć powoli pnie się w górę, wciąż jest pełne blizn, dokładnie tak samo jak jego mieszkańcy. Trzecia część serii to nie jest zwykła kontynuacja, to emocjonalny huragan, który wciąga od pierwszej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć długo po odłożeniu lektury na półkę.
W tej części towarzyszymy Ewie i jej bliskim w mozolnym procesie budowania codzienności w realiach lat 50. i 60. XX wieku, gdzie normalność jest towarem deficytowym, a przeszłość nieustannie depcze bohaterom po piętach. Autorka z niezwykłą precyzją oddaje klimat tamtej epoki, pokazując świat pozbawiony jasnych zasad, w którym od kobiet oczekuje się przede wszystkim milczenia i pokornego znoszenia losu. Patrzyłam na Ewę z ogromnym podziwem, widząc jej upór w dążeniu do zachowania godności w czasach, które promowały raczej konformizm i wyzbycie się własnego głosu.
Niezwykle poruszył mnie wątek relacji Ewy z Krystyną, bo to właśnie w tej przyjaźni odbija się całe skomplikowanie ludzkiej natury. Decyzje podejmowane przez Krystynę bywały dla mnie trudne do zaakceptowania, wywoływały sprzeciw, a jednak Agnieszka Lis prowadzi narrację w taki sposób, że zamiast osądzać, zaczynamy się zastanawiać, co my sami zrobilibyśmy na jej miejscu. To jedna z tych literackich więzi, które pokazują, że lojalność i zdrada często mieszkają w tym samym pokoju, a granica między nimi jest cieńsza, niż chcielibyśmy przyznać.
„Odrodzenie” to powieść, która wyciska łzy, ale nie robi tego w tani sposób, lecz poprzez surową prawdę o tym, jak trudno jest kochać i ufać, gdy wokół panuje atmosfera podejrzliwości. Autorka rzuca swoim bohaterom kłody pod nogi, sprawiając, że działo się tutaj znacznie więcej, niż mogłam przypuszczać po poprzednich tomach. Wiele razy podczas czytania czułam ucisk w gardle, obserwując, jak marzenia o spokojnym życiu rozbijają się o mur politycznych realiów i ludzkiej niegodziwości.
Bardzo doceniam to, jak autorka nakreśliła podział na tych, którzy potrafią budować mimo przeciwności, i tych, którzy w zniszczeniu odnajdują jedyny sposób na własne istnienie. Ten kontrast jest w książce niemal namacalny i sprawia, że każda chwila szczęścia bohaterów wydaje się krucha niczym porcelana. Czyta się to rewelacyjnie właśnie dzięki tej niepewności – nigdy nie wiadomo, czy kolejny rozdział przyniesie ukojenie, czy kolejny cios od losu, który rzadko bywa sprawiedliwy.
Warszawa w tej opowieści nie jest tylko tłem, to żywy organizm, który oddycha trudem odbudowy i nadzieją, która miesza się z rozpaczą. Opisy miasta są tak sugestywne, że niemal czułam zapach wilgotnych kamienic i widziałam te szare ulice, na których każdy krok mógł być obserwowany. To właśnie ta autentyczność sprawia, że historia Ewy przestaje być tylko fikcją literacką, a staje się świadectwem pokolenia, które musiało uczyć się życia na nowo na gruzach starego świata.
Zakończenie pozostawiło we mnie ogromny smutek, ale i swoisty rodzaj zadumy nad tym, ile człowiek jest w stanie znieść w imię miłości i wstydu. Agnieszka Lis nie daje prostych odpowiedzi, nie serwuje lukrowanego happy endu, za co jestem jej ogromnie wdzięczna, bo życie w tamtych latach rzadko bywało łaskawe. To powieść o wyborach, które w rzeczywistości są koniecznością, i o tym, że ucieczka przed przeszłością jest często niemożliwa, bo nosimy ją w sobie jak najcięższy bagaż.
Dla mnie ta książka to jedna z tych pozycji, które zostawiają w duszy trwały ślad i każą inaczej spojrzeć na historię naszych babć i matek. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka w literaturze prawdy, głębokich emocji i bohaterów z krwi i kości, których błędy bolą tak samo jak nasze własne. Jeśli szukacie czegoś, co poruszy każdą strunę waszej wrażliwości, „Odrodzenie” będzie wyborem idealnym, choć przygotujcie sobie zapas chusteczek, bo autorka nie oszczędza ani swoich postaci, ani czytelnika.
