„Bosorka” – Natalia Przeździk

„Bosorki istnieją naprawdę. Ale zupełnie inaczej niż wyobrażają to sobie ludzie, skwitowałam. A zamiast psuć mleko, psują krew w żyłach i odbierają chęci do życia. I nie da się przy nich oddychać.”
Znam twórczość Natalii Przeździk od lat i muszę przyznać, że przeczytałam chyba każdą książkę, która wyszła spod jej pióra, dlatego z ogromną dumą i autentyczną radością zasiadłam do lektury jej najnowszej propozycji. „Bosorka” to otwarcie cyklu Pogranicze, które od pierwszych stron otula czytelnika zapachem dzikiego tymianku i szumem bukowych lasów Beskidu Niskiego, ale jednocześnie wprowadza w klimat pełen niepokoju i dawnych tajemnic. Autorka stworzyła opowieść nieco inną niż te, do których nas przyzwyczaiła, zanurzając fabułę głęboko w łemkowskiej kulturze, tradycjach i wierzeniach, które wciąż rezonują w tamtejszych dolinach.
Tymianowa, w której toczy się akcja, to miejsce magiczne, gdzie w starej cerkwi czeka anioł w kapeluszu, a ikona Madonny zdaje się przynosić ukojenie każdemu, kto zmaga się z życiową tragedią. To właśnie tutaj, w gościnnych progach Wolnej Chaty Bukowiny prowadzonej przez Martę, krzyżują się ścieżki osób szukających nowego początku i ucieczki przed przeszłością. Marta sama dźwiga spory bagaż bolesnych doświadczeń, a jej pensjonat staje się azylem nie tylko dla turystów, ale i dla niej samej, próbującej na nowo poskładać swoją codzienność z drobnych, dobrych chwil.
Niezwykle fascynującym wątkiem jest postać Tekli, zmarłej przed laty Łemkini, którą okoliczni mieszkańcy do dziś wspominają jako wioskową czarownicę, czyli tytułową bosorkę. Kiedy spokój doliny zostaje zakłócony przez deweloperów planujących przejęcie starej chyży należącej niegdyś do Tekli, w wiosce zaczynają dziać się rzeczy trudne do racjonalnego wyjaśnienia. Gwałtowne burze, agresywne roje os i duszna atmosfera podejrzliwości sprawiają, że granica między rzeczywistością a ludowymi podaniami zaczyna się niebezpiecznie zacierać.
Autorka w genialny sposób odmalowała obraz małej społeczności, w której pod warstwą sielskości kryją się dawne urazy, przesądy i zabobony przekazywane z pokolenia na pokolenie. Bardzo doceniam to, jak odważnie zostało tu pokazane życie w miejscu, gdzie małomiasteczkowość niektórych duchownych potrafi podsycać konflikty między mieszkańcami o różnych korzeniach czy wyznaniach. To smutne, ale jakże prawdziwe studium ludzkich charakterów i uprzedzeń, które potrafią dzielić sąsiadów żyjących obok siebie od dekad.
W „Bosorka” czuć ogromny szacunek do historii Łemków, a opisy obyczajów i tradycji są wplecione w fabułę z niezwykłą naturalnością, nie przytłaczając, lecz wzbogacając całą opowieść. Czytając, miałam wrażenie, że te dawne wierzenia są wciąż żywe w tamtejszej ziemi, a mroczne sekrety przeszłości tylko czekają na moment, by wyjść na światło dzienne. To książka o mozolnym budowaniu życia na nowo, o cierpliwości porównywalnej do nawlekania koralików na misterną łemkowską krywulkę, co wymaga czasu i ogromnej precyzji.
Z zapartym tchem śledziłam losy Marty i odkrywałam kolejne karty z życia Tekli, zastanawiając się, czy klątwa bosorki to jedynie wytwór wyobraźni przestraszonych ludzi, czy może realne ostrzeżenie przed chciwością. Tajemnica goni tutaj tajemnicę, a autorka po raz kolejny udowodniła, że potrafi budować napięcie w sposób mistrzowski, nie tracąc przy tym nic z wrażliwości, za którą tak bardzo ją cenię. Postaci są krwiste, wielowymiarowe i budzą w czytelniku całą gamę emocji, od współczucia po irytację ich uporem.
Jeśli chodzi o zakończenie tej historii, to muszę Was ostrzec – ono dosłownie wbija w fotel i zostawia z tysiącem pytań w głowie, na które odpowiedzi nie dostajemy od razu. Zamknęłam tę książkę z drżącymi dłońmi i poczuciem niedosytu, wiedząc, że ta podróż po Beskidzie Niskim dopiero się zaczyna i jeszcze wiele przed nami do odkrycia. Natalia Przeździk stworzyła coś wyjątkowego, co zostaje w sercu na długo po lekturze i zmusza do refleksji nad tym, jak przeszłość determinuje nasze dzisiaj.
Już teraz wiem, że będę wypatrywać kontynuacji z ogromną niecierpliwością, bo „Bosorka” rozbudziła mój apetyt na więcej opowieści z Pogranicza. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto kocha klimatyczne historie z nutką magii, regionalną historię w tle i literaturę, która nie boi się trudnych tematów społecznych. Gorąco polecam Wam tę wyprawę do Tymianowej, bo to jedna z tych książek, które czyta się duszą, a nie tylko oczami.
