„Miłość po warszawsku” – Monika Hakowska

„Lepiej odpowiadać na pytania, niż żyć w kłamstwie, które ktoś stworzył za nas.”
Warszawa ma w sobie coś takiego, że potrafi przytulić, ale też rzucić na głęboką wodę w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy Zuza przyjeżdża do stolicy, ma w głowie prosty plan – studia, praca, własne życie i ta upragniona samodzielność, którą czuć w każdym oddechu wielkomiejskiego powietrza. Wspólne mieszkanie z Marleną staje się dla niej bezpieczną przystanią, bazą, do której zawsze może wrócić po intensywnym dniu, jednak miasto szybko pokazuje jej, że nie zamierza być tylko statycznym tłem dla jej nowej codzienności.
„Miłość po warszawsku” to książka, która od pierwszych stron wciąga w ten specyficzny, warszawski rytm, gdzie przypadkowe spotkania rzadko okazują się być tylko zbiegiem okoliczności. Monika Hakowska z niezwykłą lekkością prowadzi nas przez losy Zuzy, która nieświadomie staje się częścią historii znacznie większej i bardziej skomplikowanej, niż mogłaby przypuszczać. Autorka po raz kolejny udowadnia, że ma niesamowity dar do splatania ludzkich dróg w sposób, który wydaje się naturalny, a jednocześnie trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Właśnie to jedno przypadkowe spotkanie uruchamia lawinę zdarzeń, sprawiając, że przeszłość osób, które Zuza poznaje, zaczyna mocno rezonować z jej własnym życiem. Nagle okazuje się, że w sercu Polski znów schodzą się drogi Neli i Maksa, bohaterów, których losy tak bardzo mnie angażowały we wcześniejszych tomach. Obserwowanie, jak te wszystkie nitki zaczynają się ze sobą łączyć, było dla mnie czystą przyjemnością i przyznam szczerze, że nie potrafiłam odłożyć tej lektury choćby na chwilę.
Z fascynacją śledziłam, jak nasza główna bohaterka trafia w sam środek spraw, które teoretycznie w ogóle nie powinny jej dotyczyć, a jednak z każdym rozdziałem stają się integralną częścią jej własnej drogi. Warszawa w tej powieści przestaje być tylko lokalizacją na mapie, a staje się niemal żywym organizmem, punktem zwrotnym dla każdego z bohaterów. To tutaj podejmuje się najtrudniejsze decyzje i to tutaj plany sypią się jak domek z kart, by ustąpić miejsca czemuś zupełnie nowemu i nieprzewidywalnemu.
Uwielbiam styl Moniki Hakowskiej za to, jak potrafi pisać o emocjach – bez zbędnego patosu, ale tak, że trafiają prosto w serce. Czytając tę powieść, czułam każdą rozterkę Zuzy, każdy niepokój i każdą iskierkę nadziei, która pojawiała się na horyzoncie. To jedna z tych autorek, po których książki sięgam w ciemno, wiedząc, że dostanę historię pełną ciepła, ale i życiowych zakrętów, które sprawiają, że opowieść staje się autentyczna i bliska każdemu z nas.
W tej części znów widać, jak przewrotne potrafi być życie i jak bardzo potrafi poplątać nasze ścieżki właśnie wtedy, gdy wydaje nam się, że wszystko mamy już pod kontrolą. Autorka z ogromną wrażliwością pokazuje, że to, co bierzemy za czysty przypadek, często jest wynikiem dawnych wyborów i niewyjaśnionych spraw z przeszłości. „Miłość po warszawsku” to doskonała kontynuacja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że ta seria jest pozycją obowiązkową dla każdej miłośniczki literatury obyczajowej z duszą.
Zamykając tę książkę, poczułam ten specyficzny rodzaj tęsknoty, który pojawia się tylko po naprawdę dobrej lekturze. Już teraz wiem, że będę z niecierpliwością wypatrywać kolejnych wieści o nowej powieści autorki, bo jej światy mają w sobie coś magnetycznego, co nie pozwala o sobie zapomnieć. To była niesamowita podróż po warszawskich ulicach, pełna wzruszeń i momentów, które zostaną ze mną na dłużej, przypominając, że miłość i przeznaczenie zawsze znajdą sposób, by nas odnaleźć.
Jeśli szukacie czegoś nieodkładalnego, co pozwoli Wam na chwilę uciec od rzeczywistości i zanurzyć się w opowieści o poszukiwaniu siebie oraz budowaniu relacji na fundamencie trudnej przeszłości, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Polecam z całego serca, bo Monika Hakowska po raz kolejny stworzyła coś wyjątkowego, co porusza najczulsze struny i zostawia czytelnika z uśmiechem na twarzy oraz głową pełną refleksji nad tym, jak niesamowicie potrafią pleść się ludzkie losy.
