„Rodzina Lubawskich t.1. Broszka ze szmaragdową chmurką” – Agnieszka Zakrzewska

„Małe szczęścia powstają przy niewielkim nakładzie pracy.”
Zatopienie się w lekturze nowej powieści Agnieszki Zakrzewskiej było dla mnie niczym wizyta w jednym z tych starych, klimatycznych antykwariatów, gdzie każdy przedmiot ma swoją duszę i ukrytą historię. „Broszka ze szmaragdową chmurką”, otwierająca sagę o rodzinie Lubawskich, to opowieść, która wciągnęła mnie w swój świat niespiesznie, ale z ogromną siłą, oferując emocje czyste i szlachetne niczym kamienie w salonie jubilerskim Rafała. Muszę przyznać, że początkowo czułam lekkie zagubienie, próbując połączyć ze sobą poszczególne wątki i postacie, jednak z każdą kolejną stroną ta misterna układanka zaczęła nabierać sensu, tworząc piękny i spójny obraz małomiasteczkowego życia w Jaskółce.
Autorka z niezwykłą precyzją, godną prawdziwego mistrza jubilerstwa, odmalowała portret rodziny obciążonej tajemnicą, o której krążą legendy, a która ma swój początek w nagłym wyjeździe siostry Rafała, Janiny, do Ameryki. Postać cioteczki, przysyłającej co roku niepraktyczne prezenty i nigdy nieodwiedzającej ojczyzny, od samego początku budziła we mnie pewien niepokój i ciekawość, bo przecież w takich historiach nic nie dzieje się bez przyczyny. To właśnie te niedopowiedzenia sprawiają, że książkę czyta się niezwykle szybko, pragnąc jak najszybciej odkryć, co tak naprawdę wydarzyło się przed laty i dlaczego Rafał tak zazdrośnie strzeże rodzinnego sekretu.
Główna bohaterka, Konstancja, to kobieta, z którą natychmiast poczułam więź – uparta, pełna pasji projektantka biżuterii, która po miłosnych zawodach postanowiła zamknąć swoje serce na klucz. Jej determinacja, by żyć niezależnie i realizować się w klubie kreatywnych trzydziestolatek, jest mi niezwykle bliska, choć podświadomie czułam, że los przygotował dla niej scenariusz, którego zupełnie się nie spodziewała. Obserwowanie jej codzienności, przepełnionej blaskiem szlachetnych kamieni i artystycznym niepokojem, było dla mnie ogromną przyjemnością i chwilą wytchnienia od własnych obowiązków.
Pojawienie się Józka Obrochty, górala o duszy artysty mieszkającego w zielonym kamperze, wprowadziło do fabuły ożywczy powiew świeżości i odrobinę magii. Jego postać, rzeźbiąca w drewnie i pisząca wiersze, stanowi idealny kontrast dla poukładanego świata Lubawskich, a ich pierwsze spotkania iskrzą od niewypowiedzianych emocji. Jednak Agnieszka Zakrzewska nie byłaby sobą, gdyby nie rzuciła im pod nogi kłód – moment, w którym ten przystojny artysta pojawia się w salonie, by kupić pierścionek zaręczynowy, był dla mnie prawdziwym ciosem i sprawił, że jeszcze mocniej kibicowałam Konstancji w jej wewnętrznej walce.
Wątek amerykański, który powraca w najmniej oczekiwanych momentach, wstrząsa posadami Jaskółki i udowadnia, że przeszłość nigdy nie daje o sobie zapomnieć, zwłaszcza w tak małej i nieco zaściankowej społeczności. Autorka doskonale oddała atmosferę miasteczka, gdzie każdy o każdym wszystko wie, a jednocześnie pod fasadą uprzejmości kryją się dramaty i niewyjaśnione sprawy sprzed dekad. To właśnie to zderzenie lokalnego kolorytu z wielką tajemnicą sprawia, że opowieść staje się tak wielowymiarowa i angażująca dla czytelnika, który kocha rodzinne sagi.
Tytułowa broszka ze szmaragdową chmurką staje się tutaj czymś więcej niż tylko biżuterią; to symbol ciągłości pokoleń i nośnik prawdy, która w końcu musi ujrzeć światło dzienne. Opisy procesu tworzenia ozdób oraz symbolika kamieni szlachetnych zostały przedstawione tak plastycznie, że niemal czułam pod palcami chłód kruszcu i widziałam blask szlifów. To literatura, która angażuje zmysły i pozwala przenieść się w zupełnie inne miejsce, dając jednocześnie nadzieję, że nawet najbardziej zranione serce może odnaleźć drogę do szczęścia.
Zamykając tę książkę, poczułam żal, że to już koniec pierwszego tomu, ponieważ polubiłam bohaterów jak dobrych znajomych, z którymi nie mam ochoty się żegnać. Styl autorki jest lekki, a jednocześnie elegancki, co sprawia, że przez historię płynie się z wielką swobodą, mimo początkowych trudności z odnalezieniem się w gąszczu powiązań. To idealna lektura na wieczór, która otula niczym ciepły koc i zostawia z głową pełną pytań o dalsze losy mieszkańców Jaskółki oraz o to, czy Konstancja ostatecznie odważy się na nowo uwierzyć w miłość.
Gorąco polecam tę pozycję wszystkim miłośniczkom literatury obyczajowej z nutką tajemnicy w tle, bo Agnieszka Zakrzewska stworzyła coś naprawdę wyjątkowego. Ja już teraz z niecierpliwością wyglądam kontynuacji, by dowiedzieć się, jakie jeszcze sekrety skrywa rodzina Lubawskich i jak potoczą się losy Józka oraz jego tajemniczej wybranki. „Broszka ze szmaragdową chmurką” to dowód na to, że polska literatura kobieca ma się świetnie i potrafi zachwycić kunsztem wykonania oraz głębią emocji.
