„Cuda na śniegu” – Joanna Szarańska

„Magia żyje, póki w nią wierzymy, ale jeśli spychamy ją na bok i przyglądamy się bezczynnie, jak pokrywa się kurzem zapomnienia, gaśnie… Jak iskierka w palenisku…”
Kiedy za oknem aura staje się kapryśna, a ja czuję, że potrzebuję literackiego odpowiednika grubego, wełnianego koca, niemal instynktownie sięgam po sprawdzone nazwiska. Joanna Szarańska to dla mnie niekwestionowana królowa świątecznych opowieści, dlatego celowo zostawiłam sobie jej najnowszą historię niemal na sam koniec mojego zimowego stosiku. Wiedziałam, że przy tej autorce nie muszę się obawiać rozczarowania, bo ona jak nikt inny potrafi uchwycić tę specyficzną esencję Bożego Narodzenia, która nie jest tylko zbiorem dekoracji, ale przede wszystkim stanem ducha.
Tym razem autorka zabiera nas do urokliwych Czterech Mostów, gdzie w lokalnej gazecie pojawia się niezwykłe ogłoszenie dotyczące poszukiwań spadkobierców pensjonatu „Bajka”. Muszę przyznać, że sam pomysł na zawiązanie akcji od razu przykuł moją uwagę, bo obietnica wielkiego spadku i tajemnicy z przeszłości zawsze zwiastuje emocje. Do drzwi pensjonatu pukają kandydaci gotowi walczyć o swoje, nie spodziewając się jednak, że na miejscu zastaną kogoś, kto o świętowaniu chciałby jak najszybciej zapomnieć.
W centrum tej historii stoi Aleksander Śmieszko, człowiek, który po stracie ukochanej żony zupełnie stracił serce do miejsca, które niegdyś było kwintesencją magii. To postać, która wzbudzała we mnie jednocześnie współczucie i irytację, bo jego upór w odcinaniu się od radości był momentami wręcz bolesny. Widok człowieka, który chowa wszystkie ozdoby do piwnicy i zakazuje strojenia choinki w miejscu stworzonym do celebrowania bliskości, uświadomił mi, jak głęboka może być żałoba i jak bardzo potrafi ona zniekształcić postrzeganie świata.
Sama „Bajka” w opisach Szarańskiej jawi się jako miejsce, w którym chciałoby się spędzić choć jeden wieczór, czując zapach świeżego igliwia i patrząc na migoczące światełka. Autorka ma niezwykły dar do tworzenia klimatu, który niemal przenika przez strony książki, sprawiając, że czytelnik czuje ciepło kominka i aromat świątecznych wypieków. To właśnie ta scenografia sprawia, że opowieść staje się nieco baśniowa, choć problemy, z którymi mierzą się bohaterowie, są jak najbardziej realne i przyziemne.
Wątek poszukiwania spadkobierców i pojawienie się osób liczących na szybki zysk wprowadza do fabuły potrzebną dynamikę i odrobinę napięcia. Obserwowanie, jak obce sobie osoby muszą odnaleźć się w dusznej atmosferze pensjonatu prowadzonego przez zgorzkniałego właściciela, było fascynującym doświadczeniem. Szarańska świetnie kreśli portrety psychologiczne, pokazując, że za chęcią zdobycia majątku często kryją się zupełnie inne, głębsze potrzeby, o których bohaterowie sami bali się głośno mówić.
Mimo że „Cuda na śniegu” niosą w sobie pewną dozę melancholii i smutku związanego z przemijaniem, to jednak w gruncie rzeczy jest to książka przepełniona nadzieją. Autorka subtelnie przypomina nam, że Boże Narodzenie to czas cudów, ale nie tych spadających z nieba w sposób magiczny, lecz tych, które sami wypracowujemy poprzez otwarcie się na drugiego człowieka. To historia o kruszeniu lodów wokół serca, które zbyt długo pozostawało w zamrażarce smutku i samotności.
Lektura tej powieści była dla mnie chwilą wytchnienia i powrotem do dziecięcej radości, której w dorosłym życiu tak często nam brakuje. Choć momentami irytowało mnie zachowanie niektórych postaci, to ostatecznie zamknęłam książkę z poczuciem ogromnego spokoju i satysfakcji. To jedna z tych pozycji, które czyta się jednym tchem, zapominając o całym świecie, a po skończeniu ma się ochotę po prostu wybaczyć komuś dawne winy i zaparzyć kubek aromatycznej herbaty.
Z całego serca polecam „Cuda na śniegu” każdemu, kto szuka w literaturze ukojenia i chce wierzyć, że nawet najbardziej zranione serce może odnaleźć drogę do światła. Joanna Szarańska po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać o emocjach w sposób prosty, a jednocześnie niezwykle głęboki i poruszający. To idealna towarzyszka na długi, mroźny wieczór, która przypomni Wam, co tak naprawdę jest w życiu ważne, zanim jeszcze na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka.
