literatura dziecięca polecajki regionalna - Dolny Śląśk współpraca recenzencka

„Kalafiornia Mon Amour” – Agata Widzowska

ksiazkowyzaulek 

„Zoja z radością odkryła, że zna już wszystkie imiona i nazwiska swoich sąsiadów, i postanowiła nigdy więcej nie określać ich za pomocą numerów mieszkań.”

„Kalafiornia Mon Amour” to jedna z tych opowieści, które zostają pod powiekami jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony, a ja, czytając tę książkę wraz z córką, jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu literackiego autorki. Przekazać tak trudne i ważne informacje w sposób ciekawy dla dzieci to nie lada wyzwanie, a Agacie Widzowskiej udało się to po prostu po mistrzowsku. Fakt, że akcja tej historii osadzona jest na naszym Dolnym Śląsku, stanowi dla mnie ogromny dodatkowy atut i sprawia, że opisywane wydarzenia stają się jeszcze bliższe sercu już od pierwszego zdania.

Ta lektura uderzyła w wyjątkowo czułe struny, ponieważ zarówno ja, jak i moja córka, same przeżyłyśmy powódź – może nie tak dramatyczną w skutkach, jak ta literacka, ale budzącą równie wiele pytań i niepokoju. Właśnie dlatego z taką wdzięcznością patrzę na to, jak autorka w przystępny sposób tłumaczy zasady postępowania w obliczu żywiołu. Fantastycznym i niezwykle praktycznym dodatkiem jest dołączona do książki karteczka z numerami telefonów alarmowych, która uczy najmłodszych, jak skutecznie wzywać pomoc w sytuacjach kryzysowych.

Zafascynowało mnie, jak autorka płynnie przeszła od chłodu anonimowości do gorączkowej współpracy, gdy wielka fala uderzyła w fundamenty budynku i dotychczasowy porządek runął. Zoja, jedenastoletnia bohaterka, nagle staje w centrum wydarzeń, które wymagają od niej nie tylko odwagi, ale przede wszystkim przewartościowania wszystkiego, co do tej pory myślała o sąsiadach określanych jedynie numerami mieszkań. To niezwykle poruszające, jak autorka portretuje tę przemianę – od dystansu i oceniania po pozorach, aż po budowanie wspólnoty w ekstremalnych warunkach.

Wspólna walka o przetrwanie, w której ramię w ramię stają malarz, śpiewaczka operowa i nastoletni fotograf, pokazuje, że różnorodność jest naszą największą siłą, a nie przeszkodą. Uwielbiam to, jak Widzowska wykorzystuje specyficzne talenty każdego z bohaterów, udowadniając, że w obliczu kryzysu każda umiejętność może stać się kluczowa dla ratowania całości. Ta galeria postaci jest nakreślona z taką czułością i humorem, że każdy z mieszkańców kamienicy stał mi się bliski, jakbyśmy razem z nimi barykadowali wejście przed wodą.

Nie mogę nie wspomnieć o tytule i tych nieszczęsnych, a zarazem zbawiennych kalafiorach, które wnoszą do fabuły element surrealistycznego wręcz dowcipu. To właśnie te detale sprawiają, że książka nie jest przytłaczająca mimo trudnej tematyki klęski żywiołowej, lecz staje się lekką i mądrą lekturą o solidarności. Humor przeplata się tu ze wzruszeniem w idealnych proporcjach, co sprawia, że podczas wspólnego czytania bawiłyśmy się obie równie dobrze.

Dla mnie ta książka to przede wszystkim manifest dawania drugiemu człowiekowi szansy i przestroga, by nie oceniać nikogo zbyt pochopnie. W dzisiejszych czasach, gdy często mijamy się w pośpiechu, zapominając o zwykłym „dzień dobry”, relacje sąsiedzkie okazują się być na wagę złota. Razem z córką mieszkamy w podobnej kamienicy i choć nie nadajemy sąsiadom numerów, przyznaję, że nie wszystkich znamy – niektórzy po prostu nie dają się poznać, dopóki los nie postawi nas we wspólnej potrzebie.

Autorka pokazuje dzieciom, że działając razem, możemy zdziałać o wiele więcej niż w pojedynkę, i że troska o bliskich oraz sąsiadów jest fundamentem bezpieczeństwa. Obserwowanie, jak Zoja przestaje widzieć w ludziach tylko cyfry na drzwiach, a zaczyna dostrzegać ich pasje, lęki i wielkie serca, było dla mnie niezwykle wartościowe. Widzowska przypomina nam, że prawdziwa przyjaźń często czeka tuż za progiem, wystarczy tylko odważyć się wyciągnąć rękę w odpowiednim momencie.

Wielka fala w tej opowieści przyniosła zniszczenia materialne, ale jednocześnie zmyła warstwę kurzu i obojętności, która przez lata gromadziła się na relacjach międzyludzkich w tym miejscu. Jest to piękna lekcja empatii, która uczy, że trudne chwile, choć bolesne, są szansą na zbudowanie czegoś trwałego i autentycznego. Z całego serca polecam tę historię każdemu rodzicowi, który chce pokazać swojemu dziecku, że w jedności siła, a każda kamienica kryje w sobie niezwykłe historie, które warto poznać.

Recommended Posts

powieść obyczajowa romans

„Rosą pisane” – Urszula Gajdowska

„Strach nie zna geografii, zna tylko pamięć.” Sięgnęłam po tę książkę z pewną dozą ostrożności, bo historie o powrotach do natury i leczeniu ran w głuszy bywają czasem zbyt wyidealizowane, ale Urszula Gajdowska w „Rosą pisane” stworzyła coś, co autentycznie mnie dotknęło. Autorka przeniosła mnie na skraj Puszczy Knyszyńskiej, do miejsca o znamiennej nazwie Azyl, […]

ksiazkowyzaulek 
reportaż true crime

„Wampir z Osielska” – Krzysztof Drozdowski

„Zabezpieczenie śladów oraz resztek odzieży trwał około godziny. W trakcie tych czynności ujawniono kilka istotnych elementów, mających odegrać znaczącą rolę w rozpoczętym śledztwie.” „Wampir z Osielska” Krzysztofa Drozdowskiego to lektura, która od pierwszej strony rzuca czytelnika w sam środek dusznej atmosfery lat 60. Jednak muszę to jasno zaznaczyć: jeśli szukacie klasycznego kryminału, sensacji czy thrillera, […]

ksiazkowyzaulek 
kryminał polecajki regionalna - Dolny Śląśk sensacja thriller

„Cień ducha gór” – Hubert Litwinionek

„Góry pamiętają więcej, niż ludzie są w stanie unieść.” Od samego początku wiedziałam, że „Cień Ducha Gór” autorstwa Huberta Litwinionka będzie dla mnie czymś wyjątkowym, choć książka ta wyjątkowo długo czekała na swoją kolej na półce. Leżała tam, cierpliwie zerkając na mnie grzbietem, aż w końcu nadszedł ten właściwy moment, mroźny i duszny, idealnie pasujący […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment