„Dzieci Mokoszy” – Sylwia Sosińska

„Oto otworzyły się przed nią drzwi do świata, którego wcześniej nie znała, choć od wielu miesięcy go odwiedzała – tyle, że z zawiązanymi oczami.”
Zapach kawy, szelest kartek i to specyficzne drżenie serca, gdy wraca się do historii, która kiedyś mocno zakorzeniła się w pamięci – tak właśnie minął mi ostatni wieczór. Postanowiłam odświeżyć sobie treść „Dzieci Mokoszy”, ponieważ wielkimi krokami przymierzam się do napisania recenzji kontynuacji, a nie wyobrażam sobie wejścia w nowy tom bez pełnego zanurzenia się w emocjach, które towarzyszyły mi przy pierwszym spotkaniu z prozą Sylwii Sosińskiej. Uznałam, że to idealny moment, by przybliżyć tę niezwykłą opowieść tym z Was, którzy jeszcze nie mieli okazji jej poznać, a uwierzcie mi, że jest to lektura, obok której nie da się przejść obojętnie.
Autorka kreśli przed nami obraz życia Uli Markiewicz, kobiety, która na pierwszy rzut oka ma wszystko, o czym można marzyć – stabilizację i spokój, który jednak okazuje się być jedynie kruchą fasadą. Wszystko zmienia się w chwili, gdy na jej drodze staje Tomek Rydygier, mężczyzna o przenikliwym spojrzeniu i aurze tajemnicy, która od pierwszej chwili intryguje i niepokoi. Obserwowałam ich relację z zapartym tchem, czując narastające napięcie i świadomość, że to spotkanie nie jest dziełem przypadku, lecz elementem znacznie większego, mrocznego planu, w który zostali wciągnięci przez siły nie z tego świata.
To, co najbardziej ujęło mnie w „Dzieciach Mokoszy”, to sposób, w jaki świat realny przenika się z mitologią słowiańską, tworząc gęstą, niemal namacalną atmosferę pełną magii i prastarych rytuałów. Sylwia Sosińska z niezwykłą precyzją buduje rzeczywistość, w której starożytne moce nie są tylko zakurzonymi legendami, ale żywiołem realnie wpływającym na codzienność bohaterów. Czułam na plecach chłód nadprzyrodzonego konfliktu, w którym Ula i Tomek muszą odnaleźć swoje miejsce, często płacąc za to najwyższą cenę, jaką jest utrata dotychczasowego bezpieczeństwa.
W centralnym punkcie tej opowieści czuwa Mokosz – potężna bogini, której obecność jest wyczuwalna w każdym powiewie wiatru i w każdym trudnym wyborze, przed którym stają bohaterowie. To ona przypomina nam, że los nie jest prostą linią, a ciężar, który niesiemy na barkach, jest nierozerwalnie związany z naszymi korzeniami i dziedzictwem, o którym często zapominamy. Zafascynowała mnie ta głębia refleksji nad ludzkim przeznaczeniem, podana w formie tak wciągającej i dynamicznej akcji, która nie pozwala odłożyć książki choćby na moment.
Śledząc losy Uli, nieustannie zadawałam sobie pytanie, ile siły może drzeć w kobiecie, która nagle musi zmierzyć się z czymś, co wykracza poza wszelki ludzki rozum i logikę. Jej ewolucja z osoby szukającej stabilizacji w kogoś, kto musi stawić czoła potężnym bóstwom, została opisana niezwykle przekonująco i emocjonalnie. Czułam jej strach, ale i rodzącą się w niej odwagę, która jest motorem napędowym całej powieści, czyniąc z „Dzieci Mokoszy” historię o walce o własną tożsamość w świecie rządzonym przez magię.
Warstwa emocjonalna tej książki jest niezwykle bogata, a relacja między głównymi bohaterami pełna jest niedopowiedzeń i mroku, który przyciąga bardziej niż jasność. Tomek, jako zamknięty w sobie outsider, skrywa sekrety, które odkrywałam powoli, kawałek po kawałku, czując narastający podziw dla kunsztu autorki w budowaniu tak skomplikowanych i wielowymiarowych postaci. To nie jest tylko romans z nutą fantastyki, to głęboka opowieść o poświęceniu i o tym, że miłość w obliczu nadprzyrodzonego zagrożenia nabiera zupełnie innego, niemal tragicznego wymiaru.
Wracając do tej lektury po czasie, dostrzegłam detale, które wcześniej mi umknęły, a które teraz, w oczekiwaniu na dalsze losy, wydają się kluczowe dla zrozumienia całego uniwersum stworzonego przez Sosińską. Styl autorki jest płynny, pełen obrazowych opisów, które sprawiały, że widziałam oczami wyobraźni te wszystkie mroczne rytuały i czułam potęgę starożytnych sił. Jestem przekonana, że każdy, kto kocha słowiańskie klimaty podane w nowoczesnej, a zarazem pełnej szacunku do tradycji formie, odnajdzie w tej książce cząstkę siebie.
Na koniec mam dla Was wspaniałą wiadomość, która z pewnością ucieszy wszystkich spragnionych dalszych emocji – już niebawem ukaże się „Córa Peruna”, czyli długo wyczekiwana kontynuacja losów bohaterów. Jeśli tak jak ja nie możecie się doczekać, już teraz możecie nabyć ją w przedsprzedaży na stronie www.wydawnictwosabat.pl. A dla tych najbardziej niecierpliwych dodam, że powieść jest już dostępna w serwisie Legimi, więc nie musicie zwlekać ani chwili dłużej, by ponownie zanurzyć się w tym niezwykłym, magicznym świecie.
