„Uczuciowy check-out” – Karolina Wilczyńska

„A walizki po podróży ważą więcej, bo oprócz rzeczy przywozi się jeszcze wspomnienia, zmęczenie, zachwyt, drobne rozczarowanie, głupie dialogi, jedno czy dwa spojrzenia, których człowiek wolałby nie pamiętać i jakieś nieuchwytne przekonanie, że przez kilka dni jego życie było bardziej kolorowe, niż wynikałoby to ze stanu konta i sytuacji uczuciowej.”
Sycylia od zawsze kojarzyła mi się z miejscem, gdzie czas płynie inaczej, a słońce potrafi uleczyć nawet najbardziej poturbowaną duszę. Gdy brałam do ręki najnowszą powieść Karoliny Wilczyńskiej pod tytułem „Uczuciowy check-out”, podskórnie czułam, że czeka mnie podróż nie tylko w głąb włoskich krajobrazów, ale przede wszystkim w głąb kobiecej psychiki. Autorka po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać o emocjach w sposób tak plastyczny, że niemal czułam na twarzy ten gorący, sycylijski wiatr i zapach dojrzewających w słońcu cytrusów, co stanowiło idealną odskocznię od naszej, jeszcze niezbyt ciepłej wiosny.
Główna bohaterka, Dagmara, to kobieta sukcesu, która na co dzień jako weterynarka oddaje serce swoim czworonożnym pacjentom, jednak w sferze prywatnej znalazła się w punkcie, którego każda z nas w głębi duszy się obawia. Nagłe porzucenie przez partnera sprawiło, że jej poukładany świat legł w gruzach, a ona sama pogrążyła się w apatii, z której nie potrafiła wyjść o własnych siłach. Obserwowanie jej zmagań z rzeczywistością było dla mnie niezwykle autentycznym przeżyciem, bo Wilczyńska fenomenalnie oddała ten stan zawieszenia, który towarzyszy końcowi ważnej relacji – to swoista żałoba po związku, którą trzeba po prostu przeżyć, by móc ruszyć dalej.
Właśnie w tym trudnym momencie do akcji wkracza matka Dagmary. Choć obie mieszkają w tym samym mieście i teoretycznie są blisko, ich relacja podszyta jest trudnymi emocjami i podświadomym obwinianiem rodzicielki za życiowe niepowodzenia córki. Matka jednak nie zamierza bezczynnie patrzeć na cierpienie swojego dziecka i w dość radykalny sposób postanawia wyrwać ją z emocjonalnego letargu. Nieoczekiwanie wykupuje wspólną wycieczkę na słoneczną wyspę i, nie zważając na głośne protesty dorosłej przecież córki, praktycznie zmusza ją do tego wyjazdu, wierząc, że zmiana otoczenia zdziała cuda.
Ta podróż staje się jedyną szansą na wyrwanie się z marazmu, co pokazuje, jak wielką siłę ma obecność bliskich ludzi, nawet jeśli w danej chwili robimy wszystko, by ich od siebie odepchnąć. Kiedy bohaterki docierają na miejsce, fabuła zagęszcza się w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałam, bo w hotelu na ich drodze stają Justyna i Borys. Ta rzekomo idealna, szczęśliwa para staje się dla Dagmary specyficznym lustrem, w którym niekoniecznie chce się przeglądać, zwłaszcza gdy jej matka uparcie dąży do wspólnego spędzania czasu z nowo poznanymi turystami.
Autorka genialnie dawkuje napięcie, pokazując nam fasady, jakie budujemy przed światem, i zmuszając do refleksji nad tym, czy to, co z boku wygląda na wielką miłość, rzeczywiście nią jest w rzeczywistości. Dla porzuconej weterynarki obserwowanie tej dwójki jest wyjątkowo bolesną, ale i potrzebną lekcją o naturze ludzkich uczuć. Czytając kolejne rozdziały, miałam wrażenie, że jestem tam razem z nimi, spaceruję wąskimi uliczkami i próbuję rozwikłać zagadkę, którą ewidentnie skrywa matka głównej bohaterki, a której istnienie czuć w każdym jej niedopowiedzeniu.
Karolina Wilczyńska ma ten niesamowity dar pisania o sprawach trudnych w sposób lekki, ale nigdy nie błahy, co sprawia, że przez książkę dosłownie się płynie. Każdy opis przyrody czy lokalnych smaków tworzy tło dla wewnętrznej przemiany bohaterki, która powoli zaczyna dostrzegać uroki wyspy. Jednak największym zaskoczeniem było dla mnie zakończenie, które mogę określić tylko jednym słowem: szok. Autorka tak sprytnie poprowadziła nitki intrygi, że choć przez całą lekturę czułam podskórny niepokój, finał i tak zostawił mnie z szeroko otwartymi oczami i ogromem pytań o to, jak dobrze znamy swoich najbliższych.
To nie jest zwykłe wakacyjne czytadło, ale głęboka lekcja o tym, że prawda bywa o wiele bardziej skomplikowana, niż nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Bardzo doceniam to, jak realistycznie zostało pokazane wychodzenie z emocjonalnego dołka – to przypomnienie, że prawdziwi przyjaciele i rodzina nie pozwolą nam pogrążyć się w depresji, nawet jeśli droga do uzdrowienia prowadzi przez niechciane wakacje. Sycylia w tym wydaniu staje się symbolem odrodzenia i nadziei, która zawsze tli się gdzieś pod popiołem spalonych mostów, dając szansę na zupełnie nowy, oczyszczający początek.
Gorąco polecam tę historię każdej kobiecie, która potrzebuje literackiego przytulenia, ale i solidnego wstrząsu. To rewelacyjna, mądra i niesamowicie wciągająca lektura, która zostanie w mojej głowie na bardzo długo, przypominając, że czasem trzeba odciąć się od codzienności, żeby w końcu wrócić do samej siebie. Jeśli szukacie książki, która poruszy w Was najczulsze struny i zafunduje Wam emocjonalny roller coaster z przepięknymi widokami w tle, to najnowsze dzieło Wilczyńskiej jest pozycją obowiązkową, idealną na te pierwsze, jeszcze nieśmiałe wiosenne wieczory.
