„Spalona za czary” – Patrycja Pelica

„Jeszcze jej nie przerażały słowa sióstr, jeszcze nie przeczuwała zagrożenia, jeszcze nie przewidywała, ile zła może wyrządzić plotka, a fałszywe oskarżenie potrafi być jak niepozorny kamień, co strącony w górach, pociąga za sobą lawinę.”
Kwestią procesów o czary interesowałam się od dawna, zaczytując się w różnych historycznych opracowaniach, analizując te wszystkie absurdalne oskarżenia i wyroki, jakie zapadały na przestrzeni wieków. Aż wierzyć się nie chce, że takie rzeczy mogły się dziać na naszych ziemiach, a ludzka zawiść, zabobony i paraliżujący strach były w stanie uruchomić tak bezwzględną, niszczycielską machinę terroru. Kiedy w moje ręce trafiła najnowsza książka Patrycji Pelicy, spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a otrzymałam literacki cios prosto w serce, po którym niezwykle trudno mi się pozbierać. To jedna z tych opowieści, które zostawiają w duszy trwały ślad i nie pozwalają o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas.
Gdy otrzymałam od autorki książkę, byłam przekonana, że to będzie bardziej książka dokumentalna, reportażowa, chłodno analizująca historyczne fakty i suche protokoły z dawnego Słupska. Jakże ogromne było moje zaskoczenie, gdy zamiast tego zastałam tam niezwykle plastyczną, tętniącą skrajnymi emocjami i bolesną opowieść, która wciąga w swoje mroczne uniwersum od pierwszych stron. „Spalona za czary. Historia Triny Papisten” to pozycja, którą czyta, a raczej pochłania się na jednym wdechu, zapominając o całym otaczającym świecie. Autorka odtworzyła klimat siedemnastowiecznego Pomorza z tak porażającą precyzją, że zapach suszonych ziół, wilgoć więziennych lochów i duszna atmosfera powszechnej podejrzliwości towarzyszyły mi jeszcze długo po zamknięciu okładki.
Fabuła tej niezwykłej powieści kręci się wokół losów legendarnej Triny Papisten, kobiety dumnej, niezależnej i obdarzonej wiedzą, która w tamtych realiach stawała się jej największym przekleństwem. Patrycja Pelica w genialny sposób pokazuje, jak rodzi się plotka, jak niepozorne ludzkie gadanie, podsycane przez strach i zazdrość, potrafi zamienić się w niszczycielską lawinę. Każda inność staje się tu podejrzana – wiedza o medycynie naturalnej, niespotykana uroda, a nawet płomienny, rudy kolor włosów mogą stać się koronnym dowodem na konszachty z siłami nieczystymi. Autorka nie skupia się jednak wyłącznie na samej głównej bohaterce, lecz genialnie splata jej losy z mieszkańcami miasta, tworząc gęstą sieć zależności, w której nikt nie może czuć się bezpieczny.
W tej historii niezwykle poruszające, ale jakże prawdziwe jest studium ludzkiej natury w obliczu zbiorowej histerii. Obserwowanie, jak dotychczasowi sąsiedzi odwracają wzrok, jak bliskie osoby dają wiarę najbardziej absurdalnym oskarżeniom i jak autorytety medyczne czy religijne stają się motorami napędowymi okrucieństwa, wywołuje autentyczne ciarki na plecach. Powieść obnaża uniwersalne mechanizmy, które niestety nie zniknęły wraz z nadejściem nowoczesności – potrzebę znalezienia kozła ofiarnego za wszelkie plagi i nieszczęścia oraz łatwość, z jaką manipuluje się przerażonym tłumem. To bolesna i przerażająca prawda o tym, jak łatwo człowiek potrafi wyzbyć się empatii, gdy zaczyna nim rządzić strach przed nieznanym.
Warto wyraźnie zaznaczyć, że autorka nie poszła na żadne kompromisy i w książce nie brak drastycznych opisów, przed którymi po prostu muszę Was lojalnie uprzedzić. Patrycja Pelica z całą brutalnością i realizmem oddaje realia przesłuchań w słupskiej Baszcie Czarownic, nie szczędząc nam najtrudniejszych szczegółów dotyczących metod wymuszania zeznań. Choć podczas lektury serce podchodziło mi do gardła, uważam, że tak trzeba, by pokazać dzisiejszym ludziom prawdę, to co się działo z niewinnymi kobietami i jak straszliwą cenę przyszło im zapłacić za swoją mądrość. Te opisy nie służą taniej sensacji, lecz są koniecznym elementem oddania sprawiedliwości ofiarom dawnego fanatyzmu.
Styl, jakim posługuje się autorka, jest niesamowicie hipnotyzujący i pełen uderzających kontrastów – z jednej strony mamy subtelne opisy natury i rzeki Słupi, z drugiej duszny, lepki klimat sali rozpraw i katowskich lochów. Język powieści jest dopracowany w najmniejszym szczególe, a narracja prowadzona z kilku perspektyw pozwala nam zajrzeć głęboko w umysły zarówno prześladowanych, jak i prześladowców. To sprawia, że książka nabiera ogromnej głębi psychologicznej i staje się czymś znacznie większym niż tylko kolejną powieścią historyczną. Autorka stworzyła dzieło, które dosłownie tętni bólem, niesprawiedliwością, ale też ogromną, desperacką miłością, która próbuje stawić czoła całemu światu.
Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to jedna z najmocniejszych i najbardziej wymagających emocjonalnie lektur, z jakimi przyszło mi się mierzyć w ostatnim czasie. Patrycja Pelica napisała książkę poruszającą, ale jakże prawdziwą, która na bardzo długo zapada w pamięć i zmusza do głębokiej refleksji. To literatura, która autentycznie boli, która każe zastanowić się nad tym, jak traktujemy inność w dzisiejszych czasach i czy na pewno wyciągnęliśmy lekcję z mroków przeszłości. Dla mnie ta powieść to absolutny majstersztyk, który udowadnia, że historia wciąż ma nam wiele do powiedzenia i potrafi brzmieć nadzwyczaj aktualnie.
Gorąco polecam tę pozycję każdemu wymagającemu czytelnikowi, który nie boi się trudnych tematów i szuka w literaturze autentycznych, głębokich przeżyć. Jednak wrażliwe osoby raz jeszcze lojalnie przestrzegam przed opisami tortur i niesprawiedliwości, gdyż potrafią one wywołać autentyczny ból w klatce piersiowej i zostawić głęboką rysę w duszy. „Spalona za czary. Historia Triny Papisten” to książka wybitna, bolesna i piękna zarazem, która bez wątpienia zasługuje na najwyższe uznanie i miano jednej z najważniejszych premier tego roku.
