„Ania z Zielonej Góry” – Tomasz Wendzel

„Przeszła do kolejnego pokoju, który, jak wiedziała z opowieści babci, należał kiedyś do jej matki. Pewnie dlatego od czasu, gdy uświadomiła sobie, co ta kobieta zrobiła, odwiedzała go rzadko. Z kolei babcia postanowiła urządzić w nim izbę pamięci o córce. Na wszystkich ścianach wisiały zdjęcia. Na jednych była uśmiechnięta, na drugich zamyślona, a jeszcze na innych smutna.”
Są takie momenty, kiedy po serii lekkich, niezobowiązujących lektur czuję ogromną potrzebę, by zanurzyć się w coś zdecydowanie mroczniejszego. Chciałam historii, która oplata umysł niczym gęsta mgła, nie pozwala o sobie zapomnieć i zmusza do ciągłego analizowania każdego detalu. Właśnie z takim nastawieniem sięgnęłam po najnowszą propozycję, którą przygotował Tomasz Wandzel, i muszę przyznać, że dostałam dokładnie to, czego w danym momencie potrzebowałam.
Książka „Ania z Zielonej Góry. Historia pewnego zaginięcia” od pierwszych stron kupiła mnie swoim klimatem i niezwykle intrygującym punktem wyjścia. Przeszłość potrafi być jak cień, który bezgłośnie dotrzymuje nam kroku, niezależnie od tego, jak szybko próbujemy przed nim uciekać. Ta prawda bije z każdej karty powieści, przenosząc nas do upalnego sierpnia dwutysięcznego roku, kiedy to dziewiętnastoletnia Anna Szalej wychodzi na wieczorny spacer i po prostu przepada bez wieści, zostawiając w domu maleńką córeczkę. Oficjalne śledztwo wykazuje jedynie, że dziewczyna legalnie przekroczyła granicę z Niemcami, jednak po osiemnastu latach jej dorosła już córka zaczyna odkrywać, że oficjalna wersja wydarzeń jest pełna dziur i kłamstw.
Sama fabuła okazała się dla mnie niezwykle interesująca i poprowadzona z ogromnym wyczuciem. Autor doskonale wie, jak budować napięcie, dawkować emocje i sprawiać, że czytelnik zaczyna podejrzewać absolutnie każdego. Śledziłam prywatne dochodzenie dziewczyny z zapartym tchem, próbując wraz z nią poskładać te porozrzucane, rodzinne puzzle w jedną, spójną całość. Odkrywanie mrocznych tajemnic sprzed lat zawsze wywołuje we mnie dreszcz emocji, a tutaj ta atmosfera niepewności była wręcz namacalna.
To, co najbardziej uderzyło mnie podczas lektury, to niesamowite i niezwykle zaskakujące zakończenie, które dosłownie zwaliło mnie z nóg. Co ciekawe, gdzieś na samym początku książki przemknęła mi przez głowę pewna myśl dotycząca rozwiązania tej zagadki, jednak momentalnie uznałam ją za całkowicie absurdalną i niedorzeczną. Jakże ogromne było moje zdziwienie, gdy na finałowych stronach ta rzekomo niedorzeczna intuicja okazała się najprawdziwszą prawdą, co tylko dowodzi, jak genialnie autor potrafi bawić się z nami w kotka i myszkę.
Ogromną zaletą tej pozycji jest niepowtarzalny styl pisarza, który po prostu uwielbiam i który wyróżnia go na tle innych twórców tego gatunku. Tomasz Wandzel pisze w sposób niezwykle plastyczny, lekki, a jednocześnie potrafi zachować tę specyficzną, kryminalną surowość i głębię. Jego opisy nie nużą, a dialogi brzmią naturalnie, dzięki czemu przez tę historię wręcz się płynie, zapominając o otaczającym nas świecie.
Warto zaznaczyć, że „Ania z Zielonej Góry. Historia pewnego zaginięcia” to nie jest moja pierwsza książka tego autora, więc doskonale wiedziałam, jak wysokiego poziomu warsztatowego mogę się spodziewać. Ponownie się nie zawiodłam, ponieważ pan Tomasz ma rzadki dar tworzenia bohaterów z krwi i kości, z których portretami psychologicznymi możemy się utożsamić. Ta konsekwencja w prowadzeniu narracji sprawia, że jego powieści bierze się do ręki z ogromnym zaufaniem.
Po odłożeniu książki na półkę czuję satysfakcję, jaką daje tylko naprawdę dobrze skrojony, rasowy kryminał społeczno-obyczajowy. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o cenie, jaką płaci się za milczenie, oraz o tym, że prawda zawsze, wcześniej czy później, znajdzie ujście i ujrzy światło dzienne. Ta lektura zostawiła we mnie trwały ślad i potrzebę przetrawienia wszystkich emocji, które we mnie wywołała.
Z całą pewnością mogę Was zapewnić, że na tym tytule moja przygoda z twórczością tego pisarza się nie kończy i na pewno sięgnę po kolejną jego książkę, gdy tylko pojawi się na rynku. Jeśli szukacie czegoś, co Was autentycznie wciągnie, zmusi do myślenia i zaskoczy w najmniej oczekiwanym momencie, koniecznie dopiszcie ten tytuł do swojej listy do przeczytania.
