„Dziura w płocie” – Jadwiga Buczak

„Weź ze mnie przykład. Ta cała agencja potrzebna ci jest jak dziura w płocie.
Marta Konieczna powtarzała to wielokrotnie. Któregoś razu ostatnie zdanie usłyszała Ewa i od tamtej pory nazywały żartobliwie swoje biuro dziurą w płocie, a z czasem po prostu dziurą. Oczywiście tylko między sobą.”
Sięgnęłam po najnowszą propozycję, którą przygotowała Jadwiga Buczak, z czystej ciekawości, bo choć twórczość autorki nie jest mi obca, to każde kolejne spotkanie z jej piórem potrafi mnie czymś zaskoczyć. Doskonale wiedziałam, czego mogę się spodziewać po komedii kryminalnej wychodzącej spod jej ręki, a jednak liczyłam na ten specyficzny, lekki klimat, który tak idealnie odciąga myśli od codzienności. „Dziura w płocie” okazała się dokładnie taką pozycją, jakiej potrzebowałam na jeden z tych wolnych wieczorów, kiedy człowiek chce po prostu usiąść w fotelu i bez reszty oddać się lekturze.
Spędziłam z tą historią dwie niezwykle przyjemne godziny i muszę przyznać, że autorka po raz kolejny udowodniła, iż ma świetne wyczucie, jeśli chodzi o tworzenie angażującej, a zarazem niezobowiązującej rozrywki. Od samego początku zostałam wrzucona w wir wydarzeń, które z jednej strony miały w sobie klasyczną kryminalną zagadkę, z drugiej zaś były mocno podszyte absurdalnym humorem. Całość czytało się błyskawicznie, wręcz płynęłam przez kolejne strony, uśmiechając się pod nosem i dając się porwać tej specyficznej dynamice.
Wydaje mi się, że w przypadku tej powieści to właśnie styl i sam sposób prowadzenia narracji grają pierwsze skrzypce, znacznie przewyższając samą zawiłość fabularną. Autorka potrafi pisać w taki sposób, że nawet najbardziej niedorzeczne sytuacje nabierają specyficznego uroku i bawią zamiast irytować. Konstrukcja zdań, lekkość słowa i niesamowite tempo sprawiają, że treść schodzi nieco na dalszy plan, a najważniejsza staje się sama radość z obcowania z tekstem.
Główne bohaterki, czyli detektywki Konieczna i Mruczyńska, to duet, którego po prostu nie da się nie polubić od pierwszych stron. Ich relacja, wzajemne docinki i podejście do rozwiązywania problemów napędzają całą tę opowieść, nadając jej wyrazistego, kobiecego pazura. Obserwowanie, jak dziewczyny lawirują między kolejnymi kłamstwami, trupami a przystojnymi policjantami, dostarczyło mi mnóstwa czystej, niczym nieskażonej frajdy.
Sama intryga zaczyna się dość niewinnie, od zlecenia poszukiwania zaginionego brata, jednak szybko przeradza się w totalną lawinę niespodziewanych zdarzeń. Kiedy w tle zaczynają seryjnie znikać sekretarki, a trup ściele się gęsto, zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Autorka doskonale bawi się konwencją, serwując nam zbrodnię z ogromną nutą absurdu, gdzie powaga miesza się z kompletnym szaleństwem.
Najbardziej urzekło mnie to, że w świecie pełnym sekretów i niedomówień, nasze bohaterki nie ukrywają absolutnie niczego, a już na pewno nie tego, jak genialnie bawią się podczas swojej pracy. Ta ich energia, połączona z ogromną dozą humoru, błyskawicznie udzieliła się również mnie podczas czytania. To nie jest mroczny, ciężki thriller, który zostawia czytelnika z poczuciem niepokoju, a raczej doskonała, komediowa odskocznia.
Choć zagadka mogłaby być momentami odrobinę bardziej skomplikowana, to ostatecznie wcale mi to nie przeszkadzało, bo książka spełniła swoje zadanie w stu procentach. Dostałam świetnie napisaną, dowcipną i niesamowicie dynamiczną historię, która pozwala zapomnieć o całym świecie. Autorka kolejny raz potwierdziła, że jej komedie kryminalne są na naprawdę dobrym poziomie i potrafią zapewnić świetną rozrywkę.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego, co rozbawi Was do łez i pozwoli na chwilę relaksu z wyrazistymi bohaterkami, ta pozycja będzie strzałem w dziesiątkę. Ja bawiłam się wybornie i na pewno będę wypatrywać kolejnych premier, bo taki styl pisania niesamowicie trafia w moje czytelnicze gusta. To idealny tytuł na raz, który zostawia po sobie mnóstwa pozytywnych emocji i uśmiech na twarzy.
