powieść obyczajowa romans współpraca recenzencka

„Jesienne powroty” – Katarzyna Grabowska

ksiazkowyzaulek 

„Jedno kłamstwo rodzi kolejne. Kłamiąc raz uruchamia się potok, który przybiera na sile, stając się istnym wodospadem. W pewnej chwili porywa nas jego nurt i już nie potrafimy wyswobodzić się z odmętów fałszu.”

Siedzę właśnie z kubkiem parującej herbaty, patrząc na deszcz za oknem, i próbuję poukładać w głowie wszystkie myśli, jakie kłębią się we mnie po odłożeniu na półkę powieści „Jesienne powroty”. Jako czytelniczka, która zjadła zęby na romansach i sagach obyczajowych, zawsze z ogromną niecierpliwością, ale i lekkim lękiem wyczekuję finalnych tomów moich ulubionych serii. Cykl o Wiśniowym Sadzie towarzyszył mi przez długie wieczory, dlatego po trzecią część sięgnęłam z ogromnymi nadziejami, licząc na spektakularne, emocjonalne domknięcie wszystkich wątków, które tak mocno zakorzeniły się w moim sercu.

Katarzyna Grabowska przyzwyczaiła mnie już do swojego charakterystycznego stylu, który ma w sobie coś niezwykle magnetycznego i plastycznego. Autorka potrafi czarować słowem, tworzyć niesamowicie malownicze opisy i budować atmosferę, która dosłownie otula czytelnika niczym ciepły koc w chłodny wieczór. Przez całą książkę płynie się wręcz błyskawicznie, a kolejne strony uciekają nieustępliwie pod palcami, co jest niewątpliwą zasługą lekkiego, niezwykle potoczystego i dopracowanego języka. Pod tym względem absolutnie się nie zawiodłam, bo literacko to wciąż ta sama, wysoka półka, do której zdążyłam się już przyzwyczaić.

Sama historia Weroniki i Jusufa od początku budziła we mnie mnóstwo skrajnych emocji, bo przecież ich relacja to klasyczny, a zarazem bolesny przykład tego, jak potężne mogą być różnice kulturowe, religijne i społeczne. Autorka wspaniale dawkuje napięcie, wracając pamięcią do ich dramatycznego pierwszego spotkania sprzed lat, które na zawsze połączyło ich losy niewidzialną nicią. Ta namiętność, która wybuchła między nimi z tak ogromną siłą, była wręcz namacalna, a ja z zapartym tchem śledziłam, jak to gorące uczucie zostaje wystawione na najcięższą z możliwych prób, przynosząc ze sobą ból, niezrozumienie i potężne konsekwencje.

Niestety, cena, jaką Weronika musiała zapłacić za tę chwilę zapomnienia, okazała się zatrważająco wysoka, a cała ta gangsterska intryga w tle dodała fabule mrocznego, brutalnego odcienia. Obezwładniający strach, żądza zemsty bezwzględnego gangstera i utrata wszystkiego, co bohaterka kochała, zmusiły ją do podjęcia decyzji, które złamałyby niejedną silną kobietę. To właśnie te momenty rozdarcia wewnętrznego i próby radzenia sobie z traumą przeszłości uważam za jedne z najlepiej rozpisanych pod kątem psychologicznym momentów w tej powieści.

Kiedy jednak akcja przenosi nas w czasie i stawia przed nami pytania o szansę na wyjaśnienie dawnych niedomówień, zaczęłam odczuwać pewien czytelniczy zgrzyt. Bardzo liczyłam na to, że ponowne poszukiwanie nici porozumienia między tą dwójką potoczy się w zupełnie innym kierunku, bardziej oczyszczającym i dającym satysfakcję po tylu stronach cierpienia. Tymczasem autorka postawiła na rozwiązania, które momentami mocno mnie uwierały i sprawiały, że z niedowierzaniem kręciłam głową nad decyzjami bohaterów.

Nie ukrywam, że jestem trochę rozczarowana tym, jak ostatecznie potoczyły się losy Weroniki i Jusufa, oraz kierunkiem, w jakim poszły ich relacje z najbliższymi osobami, które przy okazji mocno ucierpiały. Wielki finał i ta kluczowa tajemnica, wokół której krążyła fabuła, również okazały się zupełnie inne, niż można by oczekiwać po tak misternie budowanym napięciu. Zamiast wielkiego tąpnięcia i emocjonalnego katharsis, dostałam rozwiązanie, które wydało mi się nieco wymuszone i niespełniające w pełni potencjału, jaki drzemał w tej historii od pierwszego tomu.

Mimo tego zawodu i wewnętrznego buntu na niektóre decyzje fabularne, nie mogę powiedzieć, że spędziłam z tą książką zły czas, bo ogólny rozrachunek wciąż wypada pozytywnie. Styl autorki ma w sobie tę rzadką lekkość, która sprawia, że nawet przy słabszych momentach scenariuszowych, całość czyta się po prostu szalenie przyjemnie i z autentyczną ciekawością. To idealna lektura na reset, która potrafi oderwać od rzeczywistości, urzec klimatem i zmusić do refleksji nad tym, jak mocno demony przeszłości potrafią położyć się cieniem na naszym wywalczonym szczęściu.

Kończąc moją przygodę z cyklem o Wiśniowym Sadzie, czuję ogromny sentyment do stworzonego przez autorkę świata, choć do samego finału będę mieć już na zawsze sporo mniejszych i większych zastrzeżeń. Jeśli szukacie historii pełnej kontrastów, trudnych życiowych wyborów, skomplikowanych relacji i miłości, która musi mierzyć się z całym światem, ta seria z pewnością dostarczy Wam wielu wrażeń. Ja tymczasem zamykam ten rozdział z lekkim westchnieniem i czekam na kolejne literackie pomysły autorki, mając nadzieję, że następnym razem zakończenie usatysfakcjonuje mnie w stu procentach.

Recommended Posts

poradnik psychologia współpraca recenzencka

„Reset umysłu” – Dorota Puzio

„To, jak wygląda Twoje życie, w dużej mierze zależy od tego, jakie możliwości wokół siebie widzisz. Im więcej możliwości doświadczania życia takiego, jakiego chcesz, dostrzegasz, tym szybciej uda Ci zrealizować swój cel.” Siedziałam wczoraj wieczorem przy kubku gorącej herbaty, gapiąc się na okładkę nowości, która od kilku dni nie dawała mi spokoju. Jako zadeklarowana mola […]

ksiazkowyzaulek 
powieść obyczajowa romans współpraca recenzencka

„Jesienne powroty” – Katarzyna Grabowska

„Jedno kłamstwo rodzi kolejne. Kłamiąc raz uruchamia się potok, który przybiera na sile, stając się istnym wodospadem. W pewnej chwili porywa nas jego nurt i już nie potrafimy wyswobodzić się z odmętów fałszu.” Siedzę właśnie z kubkiem parującej herbaty, patrząc na deszcz za oknem, i próbuję poukładać w głowie wszystkie myśli, jakie kłębią się we […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment