„Cytrynowa sukienka” – Monika Michalik

„Chciałbym, aby młodzi ludzie tak właśnie podchodzili do życia. Żeby się nie ścigali i żeby potrafili się zatrzymać na chwilę, popatrzeć na drugiego człowieka albo kota leżącego w cieniu – powiedział z zadumą. Dzisiejszy świat zdecydowanie pędzi zbyt szybko.”
Są takie książki, które trafiają w nasze ręce dokładnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy, stając się plasterkiem na poturbowaną duszę. Najnowsza powieść Moniki Michalik, zatytułowana „Cytrynowa sukienka”, okazała się dla mnie właśnie taką literacką ucieczką od szarej codzienności, która wciągnęła mnie bez reszty już od pierwszych stron. Jako czytelniczka z wieloletnim stażem, przerzucająca setki tomów rocznie, rzadko daję się tak bezwzględnie porwać czystemu klimatowi opowieści, a tutaj ta sztuka udała się autorce wręcz mistrzowsko.
Zamiast dynamicznych zwrotów akcji i skomplikowanych intryg, dostałam coś znacznie cenniejszego – niesamowitą głębię emocjonalną i kalejdoskop ludzkich uczuć. Książka skupia się bardziej na unikalnym stylu, na wewnętrznych rozterkach bohaterów oraz na rodzących się powoli więziach, niż na samej, rygorystycznie prowadzonej fabule. Ta perspektywa ogromnie mnie urzekła, ponieważ pozwoliła mi chłonąć każde słowo i celebrować momenty zawieszenia między przeszłością a teraźniejszością, bez nerwowego kartkowania w pogoni za rozwiązaniem zagadki.
Główna bohaterka, Agata, to dziewczyna, z którą natychmiast znalazłam wspólny język, współczując jej, gdy jej dotychczasowy świat nagle runął w posadach. Jej decyzja o porzuceniu wszystkiego i wyjeździe z biletem w jedną stronę do Bergamo wydała mi się niezwykle odważna, a zarazem tak bardzo bliska sercu każdej kobiety, która kiedyś marzyła o rzuceniu wszystkiego i rozpoczęciu od nowa. Obserwowanie, jak ta młoda krawcowa odnajduje siłę w ruinach zniszczonego włoskiego domu, było dla mnie niezwykle inspirującym doświadczeniem.
Monika Michalik z niesamowitą wrażliwością utkała tutaj opowieść dwutorową, gdzie współczesne zmagania Agaty przeplatają się z bolesną, ale i piękną historią dawnej właścicielki posiadłości. Odkrywanie zapisków w starym pamiętniku oraz ukrytego projektu wyjątkowej kreacji miało w sobie coś z magicznego rytuału, który trzymał mnie w napięciu. Ta dawna opowieść wnosi do książki sporo nostalgii i melancholii, poruszając przy tym naprawdę trudne, życiowe tematy, które autorka potraktowała z należytym szacunkiem i delikatnością.
Ogromnym atutem tej powieści jest jej sensualność – ta książka dosłownie pachnie dojrzałymi w słońcu cytrusami, aromatycznym espresso i rozgrzaną włoską ziemią. Razem z bohaterami przemierzałam nie tylko urokliwe, ciasne uliczki Bergamo, ale również tętniący życiem, monumentalny Rzym, chłonąc te wszystkie smaki i kolory każdym zmysłem. Autorka stworzyła tak sugestywne opisy, że podczas lektury niemal fizycznie czułam ciepło włoskiego słońca na własnej skórze i powiew letniego wiatru.
Wątek romantyczny, z przystojnym Włochem na czele, został poprowadzony niezwykle subtelnie, bez zbędnego pośpiechu i tandety, stanowiąc idealne dopełnienie drogi, jaką Agata musiała przejść, by odbudować swoje poczucie własnej wartości. Stara maszyna do szycia staje się tutaj symbolem zszywania na nowo pękniętego serca i projektowania własnego życia według nowych, autorskich szablonów. To piękna metafora mówiąca o tym, że pasja potrafi uleczyć nawet najgłębsze rany i dać nam siłę do walki o własne szczęście.
Choć „Cytrynowa sukienka” idealnie wpisuje się w klimat lekkiej lektury na lato, to niesie ze sobą o wiele większy ładunek emocjonalny niż większość wakacyjnych powieści obyczajowych. Jest nieszablonowa, pełna bolesnych kontrastów, ale przede wszystkim przepełnia czytelnika niesamowitą nadzieją i głęboką wiarą w to, że nawet po największej burzy w końcu wychodzi słońce. To opowieść o miłości w wielu wymiarach – do drugiego człowieka, do sztuki krawieckiej, do włoskiej kultury, a przede wszystkim do samej siebie.
Opuszczając świat stworzony przez Monikę Michalik, poczułam ogromną wdzięczność za tę literacką podróż i za przypomnienie, że w kobiecej szafie, tak jak i w życiu, sukienek oraz marzeń nigdy za wiele. Gorąco polecam ten tytuł każdemu z Was, kto pragnie na chwilę zwolnić bieg, zanurzyć się we włoskich klimatach i dać sobie przyzwolenie na odrobinę pozytywnego, życiowego szaleństwa. To lektura, która zostaje w sercu na znacznie dłużej niż tylko do ostatniej przewróconej strony.
