„Puknij się w aureolę” – Monika Tarwid

„W końcu człowiek zawsze zostaje ze wszystkim sam, uznała filozoficznie. Ze swoimi myślami, rozterkami i decyzjami, które nawet przy dobrych radach i wsparciu bliskich ostatecznie należą tylko do niego. Tak samo jak ich konsekwencje.”
Czasami człowiek zerka w niebo i zadaje sobie jedno proste pytanie: co właściwie porabia w tej chwili mój anioł stróż? Mój chyba po prostu zasnął w najlepsze pod jakimś niebiańskim piernatem, bo w moim życiu wieje ostatnio taką nudą, że nawet parzenie herbaty wydaje się ekscytującym wydarzeniem dnia. Właśnie w takim momencie totalnej codziennej marazmy trafiła w moje ręce powieść „Puknij się w aureolę” Moniki Tarwid i powiem Wam, że to było dokładnie to, czego potrzebowałam, żeby ruszyć z kopyta i nieco się rozruszać.
Książka przenosi nas w świat, gdzie ziemskie sprawy splatają się z górnymi zastępami w sposób wybitnie niekonwencjonalny. Historia opowiedziana jest z dwóch zupełnie różnych, a jakże genialnie dopełniających się perspektyw – z jednej strony śledzimy losy zwykłych ludzi i ich codzienne zawirowania, a z drugiej zaglądamy za kulisy pracy ich anielskich opiekunów. Okazuje się, że ta skrzydlata góra wcale nie ma łatwego zadania, a pociąganie za niewidzialne sznurki potrafi wywołać spory chaos.
Fabuła skupia się wokół bohaterki, z którą od pierwszych stron złapałam niesamowitą więź. Patrząc na jej poczynania, potknięcia i drobne sukcesy, czułam uderzającą falę nostalgii, bo przypominała mi mnie samą sprzed lat. Te same emocje, ten sam urokliwy dynamizm, a do tego kropka w kropkę te same pasje, które tak bardzo napędzają jej codzienność. Czytając o jej przygodach, miałam wrażenie, jakbym przeglądała stary, nieco zapomniany pamiętnik, w którym ktoś opisał moje własne ścieżki.
Ogromnym atutem tej powieści jest to, jak lekko i nienachalnie autorka przeplata prozę życia z wątkiem niebiańskiej ingerencji. Nie ma tu miejsca na nudę czy przydługie opisy, bo wydarzenia toczą się wartko, a przejścia między punktem widzenia ludzi i aniołów są niezwykle płynne. To zderzenie dwóch światów tworzy mnóstwo przesympatycznych, humorystycznych sytuacji, które po prostu wywołują uśmiech od ucha do ucha.
Sama historia nie zdradza zbyt wiele na raz, dawkuje emocje i trzyma w przyjemnym napięciu, pozwalając czytelnikowi zgadywać, czy dany zwrot akcji to zasługa przypadkowego zbiegu okoliczności, czy jednak celne posunięcie niebiańskiego stróża. Monika Tarwid stworzyła opowieść wyrazistą, pełną ciepła i niesamowitego dystansu do świata, przy której czas po prostu ucieka nieświadomie.
Podczas czytania końcowych rozdziałów, kiedy wszystkie wątki zaczęły wskakiwać na swoje miejsca, nie mogłam opanować śmiechu i znowu pomyślałam o swoim skrzydlatym opiekunie. Podglądanie, jak aniołowie w książce dwoją się i troją, żeby wyprostować ścieżki swoich podopiecznych, skłoniło mnie do refleksji, że mój skrzydlaty chyba naprawdę wziął sobie zbyt długi urlop.
„Puknij się w aureolę” to absolutnie doskonała, rozbrajająca i niezwykle trafna lekcja z zachowywania dystansu do własnego losu. To książka, która udowadnia, że najlepsze historie pisze życie, zwłaszcza gdy na moment stracimy nad nim pełną kontrolę i pozwolimy wypadkom po prostu się dziać. Wybitnie świeża i wciągająca, odciąga od codziennej rutyny lepiej niż jakakolwiek inna lektura.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji sięgnąć po ten tytuł, to gorąco Wam go polecam, bo naprawdę warto dać się porwać tej anielsko-ziemskiej przygodzie. To idealna książka na wieczór, która poprawi humor każdemu, komu w życiu brakuje odrobiny iskry i dobrej zabawy. Zapewniam, że spędzicie z nią przemiłe chwile i być może sami po lekturze spojrzycie w niebo z lekkim przymrużeniem oka.
Grafika wygenerowana przez AI
