„Ślady” – Paulina Cedlerska

„Nagle zrozumiał, że jedna obiektywna prawda nie istnieje. Prawdą wyłącznie jest to, w co wierzymy.”
Kiedy biorę do ręki nową powieść Pauliny Cedlerskiej, podskórnie czuję, że to nie będzie zwyczajna lektura, którą odłoży się na półkę i o której zapomni tuż po wypiciu wieczornej herbaty. Autorka przyzwyczaiła mnie już do tego, że jej historie wchodzą głęboko pod skórę, drażnią zmysły i zmuszają do zadawania pytań, na które wcale nie chcemy znać odpowiedzi. „Ślady” to moje kolejne spotkanie z jej twórczością i muszę przyznać, że po raz kolejny zostałam całkowicie wciągnięta w ten duszny, gęsty klimat, w którym granica między rzeczywistością a obłędem staje się cieńsza niż kartka papieru.
Tym razem Paulina Cedlerska zabrała mnie na południowe krańce Podlasia, w miejsce, gdzie czas zdaje się płynąć innym rytmem, a las skrywa tajemnice, o których okoliczni mieszkańcy wolą milczeć. Historia czteroosobowej rodziny, która znika bez śladu, stała się dla mnie punktem wyjścia do mrocznej podróży w głąb ludzkiej psychiki i lokalnych wierzeń. Od pierwszych stron czułam narastający niepokój, potęgowany przez sugestywne opisy starej chaty, w której ściany zdają się pamiętać o wiele więcej, niż ktokolwiek chciałby przyznać, a widoczne pod farbą ślady pazurów budziły we mnie autentyczny dreszcz.
Jako czytelniczka z wieloletnim doświadczeniem rzadko daję się zwieść prostym rozwiązaniom, a tutaj intryga została skonstruowana niezwykle spójnie, nie dając mi ani chwili na wytchnienie. Autorka po mistrzowsku operuje napięciem, balansując między policyjnym śledztwem a szeptami o demonicznej wiedźmie, która miała stać za makabrą sprzed trzech dekad. Czytałam tę książkę z zapartym tchem, zastanawiając się, czy zło rzeczywiście ma nadprzyrodzone korzenie, czy może najstraszniejsze potwory rodzą się wewnątrz nas, karmiąc się żalem, nienawiścią i niewypowiedzianymi krzywdami.
Fascynuje mnie to, jak Paulina Cedlerska potrafi oddać klimat podlaskiej wsi, gdzie racjonalizm policji zderza się z głęboko zakorzenionymi przesądami. W „Ślady” każde pęknięcie na ścianie i każdy szelest liści za oknem ma swoje znaczenie, budując atmosferę osaczenia, z której trudno się wyrwać nawet po zamknięciu książki. Wielokrotnie podczas lektury łapałam się na tym, że nasłuchuję dźwięków własnego domu, co tylko świadczy o tym, jak silnie ta opowieść oddziałuje na wyobraźnię i jak plastyczny jest język, którym posługuje się autorka.
Postacie w tej powieści nie są czarno-białe, każda z nich nosi w sobie jakiś mrok, jakąś zadrę, która sprawia, że stają się namacalni i boleśnie prawdziwi w swoim cierpieniu czy zagubieniu. Śledząc losy zaginionej rodziny i tych, którzy starają się ich odnaleźć, czułam całą gamę emocji – od współczucia, przez irytację, aż po czysty strach. To właśnie ta umiejętność wywoływania autentycznych odczuć sprawia, że każda kolejna książka tej autorki jest dla mnie wydarzeniem, na które czekam z niecierpliwością i pewną dozą ekscytacji.
Wspomniane wcześniej zakończenie było dla mnie kompletnym zaskoczeniem, choć patrząc wstecz, widzę, jak precyzyjnie autorka rozmieszczała drobne wskazówki w tekście. Lubię być tak wyprowadzana w pole, lubię, gdy autor traktuje mnie jak partnerkę w tej literackiej grze i potrafi uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. To nie jest finał, który przynosi ukojenie, lecz taki, który zostawia z głową pełną myśli i każe jeszcze raz przeanalizować wszystko, co przeczytało się wcześniej, szukając momentu, w którym przeoczyłam prawdę.
„Ślady” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki, kto nie boi się zajrzeć w ciemne zakamarki ludzkiej duszy. Paulina Cedlerska udowodniła po raz kolejny, że jest mistrzynią budowania niepokoju i kreowania opowieści, które zostają w człowieku na bardzo długo. Ta książka to emocjonalna bomba, która wybuchła w moich dłoniach, pozostawiając po sobie jedynie zachwyt nad kunsztem literackim i smutek, że to już koniec tej niesamowitej przygody w cieniu podlaskiego lasu.
Na koniec zostaję z refleksją o tym, jak łatwo uciekamy w sferę mitów i legend, byle tylko nie zmierzyć się z tym, co drzemie w sercu drugiego człowieka. Ta powieść przypomniała mi, że prawdziwe zło nie potrzebuje magicznych mocy, by siać zniszczenie – wystarczy mu odpowiednie podłoże z milczenia i dawnych urazów. Już teraz wiem, że będę wracać do tej lektury myślami jeszcze wiele razy, bo „Ślady” to jedna z tych pozycji, które redefiniują spojrzenie na współczesny thriller z elementami grozy.
