„Gen zła” – Katarzyna Wolwowicz

„Nie musiała się zastanawiać, czy po tygodniach niepewności co do swojego stanu zdrowia i po wypadku samochodowym, z którego wyszła niemal bez szwanku, los przygotował dla niej taką śmierć. Śmierć z zaskoczenia. I z dala od bliskich.”
Na każdą nową książkę Katarzyny Wolwowicz czekam z ogromną niecierpliwością, a kiedy w grę wchodzi kolejny tom przygód Olgi Balickiej, moje oczekiwania zawsze szybową pod sam sufit. Tym razem autorka oddała w nasze ręce już jedenastą część serii, zatytułowaną „Gen zła”, i muszę przyznać, że po raz kolejny udowodniła, iż doskonale czuje się w mrocznych, wielowątkowych historiach. To była lektura, która od pierwszej chwili trzymała mnie w napięciu, przypominając, dlaczego tak bardzo polubiłam ten cykl i samą postać pani komisarz.
Trzeba uczciwie powiedzieć, że Katarzyna Wolwowicz nie zawodzi i konsekwentnie trzyma bardzo wysoki poziom, do którego przyzwyczaiła swoich wiernych czytelników przez lata. Konstrukcja fabuły jest tutaj niezwykle przemyślana, a tempo akcji nie pozwala na nudę nawet przez moment, co w przypadku tak długich serii nie zawsze jest oczywiste. Widać, że autorka ma precyzyjny plan na swoich bohaterów i nie boi się stawiać ich w sytuacjach ekstremalnych, które testują ich granice wytrzymałości psychicznej i fizycznej.
Historia zaczyna się niezwykle mocno, bo od prawdziwego koszmaru, w jakim budzi się sama Olga – w ciemnym, obcym pomieszczeniu, związana i z zaklejonymi ustami. Choć udaje jej się uciec i sprowadzić na miejsce grupę dochodzeniową, to, co policja odkrywa w ogrodzie domu, w którym była przetrzymywana, mrozi krew w żyłach. Znalezienie zwłok dwóch kobiet to dopiero początek drogi przez labirynt kłamstw i niedopowiedzeń, w którym główna bohaterka będzie musiała się odnaleźć, mimo własnej traumy.
Niezwykle ciekawym wątkiem jest postać Miestwina Pomorskiego, na którego niemal natychmiast padają podejrzenia Olgi, mimo że agenci CBŚP uparcie twierdzą, iż mężczyzna ma niepodważalne alibi. Ten konflikt między osobistym, niemal namacalnym przekonaniem skrzywdzonej kobiety a twardymi dowodami służb, tworzy w tej powieści świetne, gęste napięcie. Czytelnik razem z Balicką zaczyna wątpić w oficjalne wersje, zastanawiając się, czy zło może być aż tak przebiegłe, by oszukać system.
Równolegle autorka wprowadza nas w bolesną i brutalną przeszłość Tobiasza Kowala, którego dzieciństwo skończyło się nagle w domu dziecka po tym, jak jego ojciec odebrał życie matce. Obserwowanie, jak przemoc doświadczona w placówce kładzie się cieniem na całym jego późniejszym życiu i relacjach z najbliższymi, w tym z dorosłą już córką Paulą, jest niezwykle poruszające. To właśnie te retrospekcje i wątki społeczne skłaniają do najgłębszych refleksji nad tytułowym pytaniem o to, czy zło rzeczywiście dziedziczy się w genach.
Akcja książki „Gen zła” jest bardzo zagmatwana i pełna bocznych ścieżek, które w pewnym momencie zaczynają łączyć się ze śledztwem prowadzonym w Jeleniej Górze. Kolejne morderstwo w domu seniora, gdzie sposób działania sprawcy do złudzenia przypomina to, co spotkało Olgę, tylko potęguje chaos i poczucie zagrożenia. Autorka umiejętnie plącze te wszystkie nitki, sprawiając, że musimy bacznie śledzić każdy szczegół, by nie zgubić się w tym gąszczu makabrycznych zdarzeń.
Muszę przyznać, że choć w pewnych momentach można się domyślać niektórych rozwiązań, to kilka kwestii nadal pozostaje dla mnie całkowicie niejasnych i owianych tajemnicą. Najbardziej nurtuje mnie to, co właściwie stało się z Marią Łagowską, której zachowanie po zaginięciu wzbudza masę podejrzeń i pytań bez odpowiedzi. Zastanawiam się, czy autorka planuje wyjaśnić ten konkretny wątek w innej książce, czy też może na zawsze pozostanie on jedną wielką niewiadomą, pozostawiając nas z polem do własnych domysłów.
Ponieważ cierpliwość zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, a nie mogłam doczekać się premiery wersji papierowej, tym razem zdecydowałam się na odsłuchanie tej pozycji w Audiotece. Był to świetny wybór, bo dzięki temu mogłam towarzyszyć Oldze w każdym wolnym momencie, nie mogąc oderwać się od jej najtrudniejszego śledztwa. Jedenasty tom uważam za niezwykle udany, a samo zakończenie wyraźnie sugeruje, że czeka nas kolejna część, z czego niezmiernie się cieszę. A Wy już jesteście po lekturze „Gen zła”, czy może nadal czekacie na swoją kolej?
