powieść obyczajowa romans

„Kochanie nie rań mnie” – Karolina Wasilewska

ksiazkowyzaulek 

„Przewrotny los stawia na naszej drodze różnych ludzi, ale i zabiera ich z niej. Za każdym razem kryje się w tym jakiś cel. Czasami daje nam nauczkę, by przypomnieć nam,czym jest pokora. Nieraz pozwala nam dostrzec, jak piękne mogłoby być nasze życie, gdybyśmy tylko odrobinę pomogli szczęści.”

Czy zdarzyło się Wam kiedyś sięgnąć po książkę konkretnego autora i przeżyć ogromne zdziwienie, bo zbieżność imienia i nazwiska całkowicie wyprowadziła Was w pole? Przyznam szczerze, że ja tak właśnie miałam tym razem i do teraz nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak zadziałał tu przypadek. Przygotowywałam się psychicznie na lekturę o trudnej, bolesnej i poważnej tematyce, a tymczasem w moje ręce trafił romans, który okazał się debiutancką powieścią autorki. To był moment konsternacji, bo moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością o lata świetlne.

Główną bohaterką „Kochanie, nie rań mnie” jest dwudziestotrzyletnia Melody Prince, którą poznajemy w dość specyficznym momencie życia. Właśnie ukończyła z wyróżnieniem prestiżowe studia prawnicze, co dla wielu byłoby powodem do ogromnej dumy i świętowania. Jednak Melody zamiast radości czuje tylko przytłaczającą pustkę, ponieważ tak naprawdę nigdy nie chciała zostać prawnikiem. Cała jej edukacja była jedynie realizacją cudzych oczekiwań i planów, które rodzina ułożyła za nią, nie pytając dziewczyny o zdanie.

Niestety, na tym decydowanie o jej losie się nie kończy, bo kolejnym krokiem mają być praktyki w kancelarii należącej do jej bliskich. Mimo że Melody czuje wewnętrzny bunt przeciwko kolejnej decyzji podjętej za jej plecami, ostatecznie ulega i zgadza się na podjęcie stażu. To pokazuje, jak bardzo jest rozdarta między lojalnością wobec rodziny a własnym szczęściem, którego póki co nie potrafi odnaleźć w świecie paragrafów i sztywnych reguł kancelaryjnego życia.

Sporym zaskoczeniem dla bohaterki jest fakt, że w pracy nie będzie przebywać z nikim bliskim, lecz zostanie przydzielona do siostrzeńca współwłaściciela firmy. Gdy na jej drodze staje Rhys Mariposa, Melody dosłownie traci grunt pod nogami i nie dzieje się to tylko dlatego, że mężczyzna jest nieziemsko przystojny. Okazuje się bowiem, że Rhys to ten sam nieznajomy, na którego Melody rzuciła się z pocałunkami pod jednym z klubów, dając się porwać chwilowemu impulsowi i emocjom.

Rhys Mariposa to postać skomplikowana – jest bardzo wpływowym biznesmenem, który pod maską sukcesu skrywa mnóstwo mrocznych tajemnic. Co więcej, mężczyzna ma bardzo konkretny, wyrachowany plan zemsty na rodzinie Melody i zamierza wykorzystać dziewczynę jako narzędzie do osiągnięcia swojego celu. Ten wątek intrygi i manipulacji buduje napięcie, jednak moje odczucia podczas lektury były, szczerze powiedziawszy, bardzo mieszane i niejednoznaczne.

Z jednej strony muszę przyznać, że książkę czyta się całkiem fajnie i lekko, tekst płynie szybko, co jest plusem w przypadku debiutów. Z drugiej strony mam jednak wrażenie, że choć bohaterka ukończyła prawo, zachowuje się często jak naiwna blondynka z kawałów. Jej postawa i niektóre decyzje sprawiały, że trudno mi było poczuć do niej sympatię czy zrozumienie. Być może komuś taka kreacja postaci przypadnie do gustu, ale dla mnie ta jej naiwność była momentami zbyt mocno narysowana.

Kolejną kwestią, która mnie gryzła podczas czytania, jest fakt, że kilka wątków wydało mi się bardzo zagmatwanych i nie do końca jasnych. Miałam wrażenie, że gubię się w meandrach tej historii, a niektóre rozwiązania fabularne były zbyt chaotyczne. Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy sięgnę po drugą część tej opowieści, która jest już zresztą wydana. Ta pierwsza nie przekonała mnie do siebie na tyle, bym poczuła potrzebę natychmiastowego poznania dalszych losów bohaterów.

Podsumowując, „Kochanie, nie rań mnie” to pozycja, nad którą jeszcze muszę się głęboko zastanowić, choć raczej skłaniam się ku temu, by na tym tomie poprzestać. Książka nie przekazuje dla mnie żadnych głębszych przemyśleń, a ja po prostu nie przepadam za tego typu literaturą, która zostawia mnie z poczuciem niedosytu i braku sensu. A jak to jest u Was? Czy zdarzyło się Wam kiedyś sięgnąć po książkę danego autora i przeżyć szok, bo zbieżność nazwisk całkowicie Was zmyliła?

Recommended Posts

polecajki regionalna - Dolny Śląśk reportaż

„Socjalna. Opowieści o bezdomności, biedzie i chorobach psychicznych” – Karolina Wasilewska

„Jeśli ktoś przez lata depcze twoją godność, nawet nie wiesz, kiedy oddajesz mu władzę nad swoim życiem. Myślenie ofiary jest jak odbicie w pękniętym lustrze: nienaturalne, abstrakcyjne i niespójne. Ktoś, kto doświadcza przemocy, bezkrytycznie przyjmuje zniekształconą wizję świata i neguje wszelkie odstępstwa od znanego mu i przewidywalnego schematu codzienności.” Często idziemy przez życie w pośpiechu, […]

ksiazkowyzaulek 
kryminał powieści świąteczne sensacja thriller

„Śnieg przykryje” – Michał Śmielak

„Pewnych słów człowiek już nie zapomni, ani tych wypowiedzianych w gniewie, ani usłyszanych. Może za nie przeprosić, ale one wyryją się w głowie, a może nawet głębiej, w duszy, i nigdy nie znikną.” Zima kojarzy nam się zazwyczaj z ciepłem domowego ogniska i zapachem świerku, ale Michał Śmielak w swojej powieści „Śnieg przykryje” przypomina, że […]

ksiazkowyzaulek 
powieść obyczajowa powieści świąteczne

„Świąteczna ruletka” – Paulina Jurga

„Nigdy nie jest zapisano, by zacząć od nowa.” „Świąteczna ruletka” Pauliny Jurgi to książka, która od początku zaskakuje swoją głębią i trudną tematyką. Zwykle po świątecznych tytułach spodziewam się cukierkowej historii z obowiązkowym happy endem pod choinką, a tutaj dostałam mocną i bolesną opowieść o tym, jak niszczycielską siłę może mieć nałóg i jak bardzo […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment