„Staw Zapomnianych” – Emilia Szelest

„Ile jest warta prawda, gdy ceną jest życie, których kochasz?”
Znowu te nasze Tatry, piękne i surowe, stały się tłem dla opowieści, która sprawiła, że krew w żyłach płynie nieco szybciej. Kiedy brałam do ręki „Staw Zapomnianych”, wiedziałam, że Emilia Szelest nie zawiedzie i ponownie zabierze mnie w podróż przez szlaki, które choć znane, tym razem skrywają mroczne sekrety. Jest coś niesamowicie hipnotyzującego w tym, jak góry potrafią milczeć, a autorka doskonale oddała ten klimat niepokoju, który towarzyszy każdemu krokowi bohaterów.
Wiosna nad słowackim Litworowym Stawem zamiast odrodzenia przynosi makabryczne odkrycie, a martwy turysta to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Szybko przenosimy się do Zakopanego, gdzie w jednej z karczm dochodzi do rzezi, o której chciałoby się jak najszybciej zapomnieć, ale ja jako czytelniczka wiedziałam, że to dopiero początek prawdziwych emocji. Zuzanna Sobczak staje przed zadaniem, które z pozoru ma być proste i ciche, ale przecież dobrze wiemy, że ona nie potrafi zostawić niedokończonych spraw.
Uwielbiam tę dynamikę między Zuzanną a Dorianem Gilem, bo ten duet ma w sobie coś tak autentycznego, że kibicuję im od pierwszego tomu. Dorian ze swoim dziennikarskim zacięciem i Zuzanna, która nie boi się iść pod prąd, wspólnie otwierają puszkę Pandory pełną dawnych legend i bardzo współczesnych, niebezpiecznych obsesji. Ta relacja jest sercem tej historii, a ich wspólne śledztwo sprawia, że każda strona ucieka pod palcami w zastraszającym tempie.
Najbardziej ujęło mnie w „Stawie Zapomnianych” to, jak zręcznie autorka wplata tatrzańskie legendy w brutalną, kryminalną rzeczywistość. To właśnie te opowieści sprzed lat nadają całości mistycznego sznytu, przypominając nam, że góry mają swoją duszę i nie zawsze życzą sobie obecności człowieka. Czuć tutaj ogromny szacunek do przyrody i tego specyficznego, góralskiego mistycyzmu, który kocham w tej serii najbardziej.
Czytając o masakrze w karczmie i tajemniczym mordercy, który wierzy, że śmierć jest jedynym sposobem na zachowanie ciszy szczytów, wielokrotnie miałam gęsią skórkę. Autorka stawia pytania o to, jak daleko można się posunąć w imię własnych przekonań i czy niektóre historie faktycznie nie powinny na zawsze zostać pod lodem. To dylemat, który towarzyszył mi jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.
Muszę przyznać, że poczułam ogromny smutek na myśl, że to już trzeci tom i autorka na razie nie planuje kontynuacji losów moich ulubionych bohaterów. Zuzanna i Dorian stali się dla mnie niemal jak starzy znajomi, z którymi co jakiś czas spotykam się na szlaku, by wspólnie odkrywać mroczną stronę Zakopanego. Mam jednak cichą nadzieję, że to nie jest ich ostatnie słowo i jeszcze kiedyś o nich usłyszymy.
Cała konstrukcja fabuły jest niezwykle przemyślana, a tempo akcji nie pozwala nawet na chwilę oddechu, co w dobrym kryminale jest dla mnie kluczowe. To nie jest tylko opowieść o zbrodni, to rzecz o obsesji, o miłości do gór, która może przybrać patologiczną formę, i o tym, że przeszłość zawsze w końcu nas dopadnie. Emilia Szelest stworzyła finał, który zostawia czytelnika z mnóstwem refleksji i lekkim niedosytem.
Jeśli tak jak ja kochacie Tatry i szukacie w literaturze czegoś więcej niż tylko suchego opisu zbrodni, „Staw Zapomnianych” jest pozycją obowiązkową. Gorąco polecam tę lekturę wszystkim, którzy chcą poczuć chłód górskiego wiatru na twarzy i dreszcz emocji, którego nie sposób zapomnieć. To była niesamowita przygoda i wierzę, że Zuzanna i Dorian jeszcze kiedyś do nas wrócą.
