„Most między światami” – Anna U. Nickel – Antkiewicz

„Często zadajemy sobie pytanie: czy po śmierci coś jeszcze jest? Czy nasi bliscy, którzy odeszli, nas widzą, słyszą, czy opiekują się nami? Moja odpowiedź brzmi: Tak. Śmierć nie jest końcem, jest tylko zmianą formy istnienia. Ja jestem tylko mostem, przez który te dwa światy mogą się ze sobą skomunikować.”
Przeczytałam ostatnio książkę, która sprawiła, że na moment wstrzymałam oddech i zaczęłam uważniej przysłuchiwać się ciszy we własnym domu. „Most między światami. Moja droga do bycia medium” autorstwa Anny U. Nickel-Antkiewicz to pozycja niezwykła, bo balansująca na granicy tego, co namacalne, i tego, co wymyka się wszelkim racjonalnym definicjom. Autorka z niezwykłą szczerością prowadzi nas przez meandry swojego życia, od wczesnego dzieciństwa w Debrznie, gdzie jako mała dziewczynka po raz pierwszy zetknęła się z niewyjaśnioną obecnością na strychu starej kamienicy, aż po dojrzałą świadomość posiadania daru, który pozwala jej stać się przekaźnikiem między światami.
To, co uderzyło mnie najbardziej podczas lektury, to ewolucja postawy autorki wobec własnej odmienności. Początkowo pełna lęku i sceptycyzmu, próbująca racjonalizować każde stuknięcie czy przesunięcie przedmiotu, Anna ostatecznie akceptuje swoją rolę jako „mostu”, który umożliwia przepływ emocji i informacji między żyjącymi a tymi, którzy już odeszli. Fascynujące jest obserwowanie, jak codzienna praca w handlu przeplata się u niej z nagłymi manifestacjami, zapachami czy dźwiękami, których nikt inny nie rejestruje.
Książka jest zbiorem bardzo osobistych, a niekiedy wręcz mrożących krew w żyłach wspomnień. Autorka opisuje sytuacje, w których jej zmysły – jasnowidzenie, jasnosłyszenie, a nawet jasnowęszenie i jasnosmakowanie – stawały się jedynym źródłem prawdy o minionych wydarzeniach. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące pomocy duszom, które z różnych powodów nie mogły odnaleźć spokoju po śmierci, jak chociażby historia wojskowego z Debrzna czy bezdomnego mężczyzny z gdańskiego garażu.
Bardzo doceniam w tej publikacji obecność głosów innych osób, w tym dziennikarki śledczej Ewy Ornackiej, która dzieli się swoimi doświadczeniami ze współpracy z autorką przy sprawie zaginięcia małej Kariny Surmacz. Takie świadectwa dodają opowieści Anny dodatkowego ciężaru gatunkowego i sprawiają, że trudno przejść obok jej słów obojętnie. Autorka nie stara się nikogo na siłę przekonywać do istnienia zjawisk paranormalnych, raczej dzieli się swoją rzeczywistością, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na własną interpretację.
Niezwykle ciekawy jest wątek Przewodników Duchowych, których Anna postrzega jako subtelne energie wspierające nas w codziennych trudnościach. Opisuje konkretne sytuacje, w których to właśnie ich wskazówki uchroniły ją przed niebezpieczeństwem na drodze czy pomogły rozwiązać beznadziejne sprawy urzędowe. To nadaje książce wymiar nie tylko paranormalny, ale też duchowy, zachęcający do większej uważności na intuicję i sygnały płynące z naszego wnętrza.
Książka „Most między światami. Moja droga do bycia medium” to także zapis drogi zawodowej i edukacyjnej autorki, która systematycznie rozwija swój dar pod okiem bardziej doświadczonych mentorów, jak Anna Beata Stanclik. Dzięki temu czytelnik dowiaduje się, że bycie medium to nie tylko pasywne odbieranie bodźców, ale ciężka praca nad własną energetyką, etyką i umiejętnością stawiania granic. To odpowiedzialność za spokój zarówno zmarłych, jak i ich pogrążonych w żałobie rodzin.
Wspomnienia o proroczych snach, jak ten o śmierci babci i kolorze jej trumny, zostają w głowie na długo po odłożeniu lektury. Autorka pokazuje, że śmierć nie jest końcem, a jedynie zmianą „powłoki”, co dla wielu osób może być kojącą perspektywą. Jej relacja o braku pojęcia czasu w zaświatach rzuca nowe światło na to, jak możemy postrzegać wieczność.
Zamykając tę książkę, czułam przede wszystkim spokój. Choć niektóre opisy manifestacji dusz bywają niepokojące, całościowy przekaz Anny U. Nickel-Antkiewicz jest pełen światła i nadziei. To lektura dla każdego, kto nie boi się zajrzeć za zasłonę rzeczywistości i chce spróbować zrozumieć to, co niewidoczne dla oka, ale wyczuwalne dla serca. Dla mnie był to bardzo wartościowy czas spędzony na refleksji nad sensem istnienia i siłą więzi, których nie przerywa nawet fizyczne odejście.
