powieść obyczajowa romans współpraca recenzencka

„Zanim straciliśmy siebie” – Katarzyna Lewandowicz

ksiazkowyzaulek 

„Wstydziłam się za rodziców, a w szczególności za matkę. Zachowywała się jak wariatka. Dała popis, którego nigdy jej nie wybaczę.”

Zamykam ostatnią stronę „Zanim straciliśmy siebie” i właściwie nie wiem, od czego zacząć, bo w mojej głowie wciąż huczy szum fal i to dudniące, bolesne tętno, które towarzyszyło mi przez całą lekturę. Katarzyna Lewandowicz stworzyła historię, która wbiła mnie w fotel i sprawiła, że przez kilka godzin świat zewnętrzny przestał dla mnie istnieć. To jedna z tych książek, przy których obiecujesz sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, a potem nagle orientujesz się, że jest środek nocy, a ty ocierasz łzy z policzków, nie mogąc uwierzyć w to, co tu się wydarzyło.

Od samego początku zostajemy rzuceni na gorący Cypr, który staje się tłem dla wewnętrznej walki Liliany. Ta dziewczyna dusiła się w swoim perfekcyjnie zaplanowanym życiu, mając być jedynie trofeum wpływowych rodziców i kolejnym lekarzem w rodzie. Autorka genialnie oddała tę duszność – z jednej strony błękit nieba i wolność wyspy, a z drugiej toksyczna ambicja matki, która zaplanowała każdy oddech swojej córki, nie pytając jej nigdy o zdanie.

To właśnie tam, wśród cypryjskich krajobrazów, Liliana poznaje Borysa – instruktora nurkowania i freedivera, który staje się dla niej uosobieniem wszystkiego, czego jej dotąd brakowało. On nie żyje planami na dekadę do przodu, on żyje chwilą i tą niesamowitą ciszą, którą znajduje setki metrów pod taflą wody. Ich spotkanie nie było po prostu wakacyjnym zauroczeniem, to było zderzenie dwóch światów, które paradoksalnie potrzebowały siebie nawzajem, by w końcu poczuć, że naprawdę żyją.

Fascynacja między nimi jest niemal namacalna, a opisy nurkowania i tej podwodnej wolności dodawały całej historii niezwykłego, mistycznego wręcz klimatu. Czułam ten piasek pod stopami i lęk, który towarzyszy schodzeniu w głąb oceanu, gdzie liczy się tylko bicie serca. To właśnie tam, w tej błękitnej otchłani, Liliana zaczęła dostrzegać, że jej życie wcale nie musi wyglądać tak, jak narysowała je jej matka, choć cena za tę wiedzę okazała się przerażająco wysoka.

Najbardziej zabolała mnie ta wszechobecna samotność Liliany wewnątrz własnej rodziny, gdzie nikt nie pytał jej o marzenia, a jedynie o stopnie i postępy w karierze. Patrząc na postać jej matki, targały mną tak silne emocje, że miałam ochotę wejść do tej książki i po prostu nią potrząsnąć. To straszne, jak bliscy ludzie potrafią nas niszczyć pod przykrywką troski, i czytając to, obiecałam sobie w duchu, że nigdy nie będę taką matką dla swoich dzieci, nigdy nie odbiorę im prawa do własnych błędów.

Relacja Liliany i Borysa została wystawiona na najcięższą próbę, bo kiedy kończy się beztroska, a zaczyna proza życia, odległość oraz narzucone role stają się murem nie do przebicia. Autorka nie oszczędzała mnie w tych momentach, pokazując, że niektóre historie kończą się, zanim na dobre zdążą rozkwitnąć, a milczenie bywa głośniejsze niż krzyk. To była bolesna lekcja o tym, że czasami miłość to za mało, gdy wokół nas piętrzą się oczekiwania innych i lęk przed ich rozczarowaniem.

To, co wydarzyło się na samym finale, totalnie mnie rozbiło – zakończenie wbija w fotel i zostawia człowieka z milionem pytań, na które nie ma odpowiedzi. Siedziałam dłuższą chwilę w ciszy, próbując przetrawić ten zwrot akcji, bo autorka zaserwowała coś, czego absolutnie się nie spodziewałam. Dobrze, że to dopiero koniec części pierwszej, bo gdyby to miało być ostateczne pożegnanie z bohaterami, chyba pękłoby mi serce z tego nadmiaru emocji.

Czekam teraz z ogromną niecierpliwością na kontynuację, bo muszę wiedzieć, jak potoczą się losy Lilly i Borysa po tym wszystkim, co ich spotkało. Jeśli szukacie książki, która wyciśnie z Was wszystkie soki i nie pozwoli zasnąć, to „Zanim straciliśmy siebie” jest pozycją obowiązkową. Ja wciąż jestem myślami na tym Cyprze, próbując złapać oddech po tym emocjonalnym nurkowaniu, które zaserwowała nam Katarzyna Lewandowicz.

Recommended Posts

kryminał sensacja thriller współpraca recenzencka

„Strzępy” – Izabela Grabda

„Ona była dla mnie jak powietrze, jak lek na wszystkie choroby. Naprawdę żyć zacząłem dopiero wtedy, kiedy pierwszy raz spojrzałem jej w oczy.” „Strzępy” to kolejna literacka podróż, w którą zabrała mnie Izabela Grabda, i muszę Wam powiedzieć, że wciąż zbieram myśli po tej lekturze. Autorka ma ten niesamowity dar konstruowania historii, które wciągają niepostrzeżenie, […]

ksiazkowyzaulek 
powieść obyczajowa romans

„Tamtego dnia o północy”

„Pamiętaj jedno: wojny nie wygrywa się siłą. Wygrywa się informacją.” Nawet nie wiecie, jak wielką dumą napawa mnie fakt, że mogę oficjalnie ogłosić, iż z ogromną przyjemnością patronuję tej wyjątkowej historii. Kiedy Martyna oddała w moje ręce „Tamtego dnia o północy”, wiedziałam, że czeka mnie literacka uczta, ale nie spodziewałam się, że ta opowieść aż […]

ksiazkowyzaulek 
powieść obyczajowa romans współpraca recenzencka

„Zanim straciliśmy siebie” – Katarzyna Lewandowicz

„Wstydziłam się za rodziców, a w szczególności za matkę. Zachowywała się jak wariatka. Dała popis, którego nigdy jej nie wybaczę.” Zamykam ostatnią stronę „Zanim straciliśmy siebie” i właściwie nie wiem, od czego zacząć, bo w mojej głowie wciąż huczy szum fal i to dudniące, bolesne tętno, które towarzyszyło mi przez całą lekturę. Katarzyna Lewandowicz stworzyła […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment