„To nie było na zawsze” – Gabriela Gargaś

„Bo nagle zrozumiał, że wojna nie skończyła się wtedy, gdy ucichły strzały. Ona trwała w nich – w sercach, w domach w pamięci.”
Dziś na moim tapecie ląduje najnowsza, niezwykle poruszająca powieść, którą napisała Gabriela Gargaś, a nosi ona niezwykle wymowny tytuł „To nie było na zawsze”. Jako czytelniczka z wieloletnim doświadczeniem muszę przyznać, że ta autorka po raz kolejny udowodniła, jak genialnie potrafi grać na najczulszych strunach ludzkiej wrażliwości.
Są takie książki, które po odłożeniu na półkę po prostu nie pozwalają o sobie zapomnieć, a ich echo rezonuje w sercu jeszcze przez długie dni po przewróceniu ostatniej strony. Ta powieść to właśnie taka historia – utkana z bolesnych wspomnień, niesamowicie trudnych życiowych wyborów i nadziei, która mozolnie rodzi się na zgliszczach dawnego, bezpiecznego świata. Autorka zabiera nas w niezwykle emocjonalną podróż do czasów, które wymagały od ludzi nadludzkiej siły, zadając przy tym jedno z najtrudniejszych pytań, z jakimi człowiek może się mierzyć: czy można zbudować zupełnie nowe życie na fundamentach dawnego bólu? Obserwując losy bohaterów od pierwszych stron, głęboko zakorzeniłam się w ich świecie i razem z nimi przeżywałam każdą, nawet najmniejszą chwilę zwątpienia.
Wszystko zaczyna się na Zamojszczyźnie w czasie wojennej zawieruchy, gdzie bezwzględny los wystawia na najcięższą próbę dwójkę niewinnych dzieci – Łucję i Janka. Gabriela Gargaś w niezwykle subtelny, a zarazem rozdzierający serce sposób pokazuje, że wojna to nie tylko potężna trauma dla dorosłych, ale również, a może przede wszystkim, dla najmłodszych, których dzieciństwo zostaje brutalnie przerwane. Wspólne przetrwanie piekła pacyfikacji łączy tę dwójkę więzią tak silną i nierozerwalną, że żaden czas ani odległość nie są w stanie jej zatrzeć, choć powojenna zawierucha brutalnie rozdziela ich drogi na długie, głuche lata. Czytając te przejmujące fragmenty, wielokrotnie miałam w oczach łzy, uświadamiając sobie, jak głębokie i nieodwracalne ślady w ludzkiej psychice pozostawia wojenny koszmar.
W kolejnych rozdziałach przenosimy się do Warszawy lat pięćdziesiątych, gdzie zrujnowana stolica mozolnie, z ogromnym trudem podnosi się z gruzów, a nasi bohaterowie próbują na nowo poskładać swoją okaleczoną codzienność. Janek całym sercem angażuje się w fizyczną odbudowę miasta, cegła po cegle wznosząc fundamenty nowego świata, z kolei Łucja ucieka w bezpieczną, szarą rutynę, próbując za wszelką cenę zagłuszyć wspomnienia wojennego chaosu. Kiedy ich drogi niespodziewanie krzyżują się po latach w stolicy, okazuje się, że przeszłość wcale nie została zamknięta, a stare rany wciąż krwawią pod powierzchnią pozornego spokoju. Między dawnymi przyjaciółmi zaczyna rodzić się uczucie, które w teorii nie powinno mieć prawa bytu, co stawia ich przed moralnymi dylematami nie do rozwiązania.
Sytuację bohaterów komplikuje fakt, że Janek jest już związany z Zuzanną – piękną, lecz niezwykle skomplikowaną kobietą, która z każdym dniem coraz bardziej pogrąża się w chorobie i własnych, niszczycielskich obsesjach. Autorka genialnie nakreśliła tę postać, pokazując dramat człowieka uwięzionego we własnym umyśle oraz potworny ciężar, jaki musi dźwigać jego najbliższe otoczenie. Kiedy losy żony Janka splatają się z mroczną, duszną tajemnicą śmierci pewnego literata, fabuła zyskuje dodatkowy, niemal sensacyjny wymiar, który trzyma w napięciu do samego końca. Bohaterowie stają przed dramatycznym, uniwersalnym pytaniem: czy miłość daje nam prawo, by porzucić odpowiedzialność za drugiego, bezbronnego i cierpiącego człowieka?
Muszę przyznać, że czyta się tę książkę wyjątkowo szybko, choć momentami bywa to naprawdę trudna i wymagająca emocjonalnie lektura, która zmusza do głębokiej refleksji nad ludzkim losem. Gabriela Gargaś z niesamowitym wyczuciem maluje portrety psychologiczne swoich postaci, nie oceniając ich, lecz pozwalając nam zrozumieć motywy ich często niejednoznacznych moralnie decyzji. To opowieść o lojalności, cenie, jaką płacimy za błędy z przeszłości, oraz o tym, jak trudno jest odciąć się od tego, co nas kiedyś ukształtowało. Czułam ogromny podziw dla determinacji bohaterów, a jednocześnie autentyczny ból, widząc, jak wielkie brzemię przyszło im dźwigać na swoich barkach.
Dla mnie, jako dla czytelniczki z tak wieloletnim stażem, która widziała już w literaturze naprawdę wiele, ta powieść okazała się prawdziwym powiewem świeżości w nurcie powieści obyczajowo-historycznych. Nie ma tu taniego sentymentalizmu ani łatwych rozwiązań, a powojenna Warszawa staje się niemal osobnym, pełnoprawnym bohaterem tej przejmującej opowieści. To książka, która boli, ale jednocześnie przynosi pewien rodzaj ukojenia, pokazując, że ludzki duch potrafi przetrwać nawet największe burze. Cieszę się, że ta historia trafiła w moje ręce, bo przypomniała mi, za co tak bardzo kocham literaturę zmuszającą do myślenia i wyciągania wniosków.
Jeżeli szukacie lektury, która poruszy najczulsze struny Waszej wrażliwości, nie pozwoli zasnąć i zmusi do zastanowienia się nad własnymi definicjami miłości i obowiązku, koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. To wspaniałe literackie doświadczenie, które zostanie ze mną na bardzo długo i do którego z pewnością jeszcze kiedyś wrócę, by odkryć je na nowo. Przekonajcie się same, jak trudne bywają powroty do przeszłości i jak wielkiej odwagi wymaga walka o własne, nienaruszone przez wojnę szczęście. Ta książka po prostu zasługuje na to, by o niej mówić i by niosła się dalej w świat, bo takie opowieści są nam dzisiaj niezwykle potrzebne.
