powieść obyczajowa romans

„Niebo w kolorze kaliny” – Agnieszka Zakrzewska

ksiazkowyzaulek 

„Nie wystarczy upiec chleb, trzeba jeszcze umieć się nim podzielić.”

Są takie wieczory, kiedy człowiek nie szuka w literaturze pędzącej na złamanie karku akcji, ale schronienia przed bolesnym i głośnym światem. Dokładnie tak poczułam się, kiedy w moje dłonie wpadła najnowsza powieść Agnieszki Zakrzewskiej. Po książki tej autorki sięgam zawsze wtedy, kiedy podświadomie czuję, że potrzebuję utulenia, głębokiego spokoju i wewnętrznego wyciszenia, choć paradoksalnie historie, które wychodzą spod jej pióra, wcale nie należą do tych najłatwiejszych i bezproblemowych. Autorka ma niesamowity dar pisania o sprawach najtrudniejszych w sposób tak delikatny i subtelny, że zamiast rozpaczy czuje się po prostu ogromne zrozumienie dla ludzkiego losu.

W powieści „Niebo w kolorze kaliny” autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi poruszyć w czytelniku najczulsze struny, dotykając tematów bolesnych, przed którymi tak często uciekamy. Mamy tutaj do czynienia z motywem nagłej straty, głębokiej, wręcz paraliżującej żałoby, a także z bolesnym zderzeniem się z niespełnionymi marzeniami i nieodwracalnymi diagnozami, które potrafią w ułamku sekundy zburzyć misternie budowane poczucie bezpieczeństwa. Ksawery i Lea, główni bohaterowie tej opowieści, niosą na swoich barkach bagaż tak ciężki, że momentami podczas lektury fizycznie czułam ich ból, współczując im z całego serca.

Magia tej książki polega jednak na tym, że pomimo poruszania tak trudnych tematów, cała ta historia pozostaje niesamowicie ciepła, intymna i po prostu piękna. Zakrzewska nasyciła fabułę tak kojącymi słowami i głębokimi mądrościami życiowymi, że każda kolejna strona działała na moją duszę niczym leczniczy kompres. Jak to zwykle u mnie bywa przy książkach tej autorki, nie potrafiłam czytać bez znacznika i ołówka w ręku, przez co kończyłam lekturę z masą zapisanych cytatów i mądrych zdań, do których z pewnością będę wracać w gorszych momentach swojego życia.

Ogromną rolę odgrywa tutaj samo tło wydarzeń, czyli ukryte na skraju Puszczy Drawskiej siedlisko prowadzone przez niezwykłą Laurę. Autorka stworzyła miejsce tak plastyczne i sensoryczne, że czytając, niemalże fizycznie czułam unoszący się w powietrzu zapach chleba ze skrzypiącą skórką, świeżo parzonej porannej kawy oraz pachnącej cynamonem szarlotki. Ta drewniana chata, przesiąknięta zapachem mchu i mokrej po deszczu ziemi, stała się dla bohaterów azylem, w którym czas na chwilę zwolnił, pozwalając im na bolesne, ale jakże potrzebne rozrachunki z przeszłością.

Niezwykle poruszyła mnie postać Laury, która z wielką intuicją i empatią potrafiła słuchać swoich gości, nie zadając przy tym zbędnych, raniących pytań. Jej gesty, polegające na nalewaniu aromatycznej herbaty ze starego, rodzinnego imbryka po babci Antoninie, były symbolem czułości i bezwarunkowej akceptacji, której tak bardzo potrzebowali zagubieni w swoim cierpieniu Lea i Ksawery. To właśnie w tej leśnej gęstwinie, w atmosferze pełnej wzajemnego szacunku i ciszy, powoli rodziła się dojrzała, mądra miłość, będąca pięknym dowodem na to, że na nowy początek nigdy nie jest za późno.

Droga, jaką musiała przejść Lea – od momentu usłyszenia trudnej diagnozy w sanatorium, aż po przypadkowe, choć moim zdaniem przeznaczone jej spotkanie z kobietą z koszykiem pełnym ziół – uświadomiła mi, jak ważne w naszym życiu jest słuchanie własnej intuicji. Ta decyzja o przekroczeniu progu nieznanej chaty odmieniła jej całe dotychczasowe życie i pokazała, że los potrafi postawić na naszym drogowskazie odpowiednich ludzi w najbardziej odpowiednim, choć często niespodziewanym momencie.

„Niebo w kolorze kaliny” to opowieść, która zostawia w czytelniku trwały ślad i zmusza do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę istotne. Autorka w genialny sposób połączyła ból istnienia z pięknem otaczającej przyrody, tworząc literacki obraz pełen pocałunków nieba, czułego dotyku pokrytej rosą trawy i nadziei, która tli się nawet w najciemniejszą noc. Ta książka udowadnia, że z każdej, nawet największej życiowej burzy można wyjść z podniesioną głową, jeśli tylko pozwolimy sobie na chwilę zatrzymania i otworzymy serce na drugiego człowieka.

Po przeczytaniu ostatniej strony poczułam niezwykłe, wręcz obezwładniające ciepło w sercu i głęboką nadzieję, że mimo wszystko, mimo wszelkich przeciwności i trudności, jakie każdego dnia nas spotykają, w naszym życiu zawsze może jeszcze zaświecić słońce. Autorka utuliła moje czytelnicze serce i przypomniała mi, że po każdej zimie nadchodzi wiosna, a my sami, po przejściu najtrudniejszych osobistych dramatów, możemy wreszcie ujrzeć nad swoimi głowami upragnione niebo w kolorze kaliny.

Recommended Posts

kryminał sensacja thriller

„Urwisko” – Remigiusz Mróz

„Samotność w górach była czymś pięknym. Samotność przy drugim człowieku wprost przeciwnie.” Zawsze kiedy wracam w Tatry z komisarzem Forstem, czuję ten specyficzny, lodowaty dreszcz niepokoju, który Remigiusz Mróz potrafi wywołać jak mało kto. Tym razem góry uwolniły swoje najstraszniejsze demony, a autor zabrał mnie w podróż, gdzie granica między rzeczywistością a mrocznymi podaniami niebezpiecznie […]

ksiazkowyzaulek 
powieść obyczajowa romans współpraca recenzencka

„Powiertucha” – Natalia Przeździk

„Wioska, która kiedyś niemal wymarła wskutek akcji Wisła, wysiedlono prawie wszystkich mieszkańców i która teraz znowu tętniła życiem, choć schronienie znaleźli tu nie tylko wracający z obczyzny Łemkowie, ale też ludzie przyjeżdżający tu przez lata w poszukiwaniu dobrego miejsca do życia. Tu, na pograniczu, między lasem a doliną, między cerkwią a kościołem, między przeszłością a […]

ksiazkowyzaulek 
fantasy sensacja thriller współpraca recenzencka

„Imperatyw” – Zuzanna Staniec

„Niech całe pokolenia będą skazane na życie rozdarte między naturą a rozumem, bez pokoju, bez pełnej wolności, bez miejsca, które mogliby nazwać domem.” Długo zbierałam myśli po odłożeniu tej książki, bo powrót do świata wykreowanego przez autorkę zawsze wiąże się z ogromnym, emocjonalnym rollercoasterem, ale to, co wydarzyło się na stronach tego tomu, przerosło moje […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment