powieść obyczajowa romans

„Cypryjskie meze” – Jolanta Kosowska

ksiazkowyzaulek 

„Poziom stresu w naszym życiu jest wprost proporcjonalne do ilości idiotów w naszym otoczeniu.”

Kiedy biorę do ręki nową powieść Jolanty Kosowskiej, zawsze podświadomie przygotowuję się na coś wyjątkowego, na tę specyficzną magię, którą autorka potrafi tkać słowem. Jej najnowsza książka pod tytułem „Cypryjskie meze” od pierwszych stron utwierdziła mnie w przekonaniu, że to nie jest kolejny, schematyczny romans, jakich pełno na rynku. To wielowymiarowa, głęboka opowieść, która bije autentycznym ciepłem i nostalgioną, tak bardzo charakterystyczną dla pióra tej pisarki. Przez lata moich czytelniczych podróży rzadko trafiałam na historie, które w tak subtelny sposób potrafią spleść osobiste dramaty z wielką historią w tle, nie tracąc przy tym intymnego, wręcz kameralnego klimatu.

Tym razem autorka zabiera nas w niezwykłą podróż u boku dwudziestoczteroletniej Eweliny, studentki historii sztuki, której pasja i młodzieńcza ciekawość świata natychmiast mi się udzieliły. Cała intryga, rozpoczynająca się od porządków u starszej pani i odnalezienia starego menu z cypryjskiej restauracji z 1974 roku, ma w sobie coś z klasycznej, urzekającej opowieści z tajemnicą w tle. Kosowska z niesamowitym wyczuciem dawkuje emocje, sprawiając, że razem z bohaterką czułam ten dreszcz ekscytacji na myśl o odkrywaniu sekretów z przeszłości. Ta karta dań stała się kluczem do historii małej dziewczynki, która przed laty w niewyjaśnionych okolicznościach trafiła do wrocławskiego domu dziecka, a mnie ta zagadka kompletnie porwała i nie pozwalała odłożyć książki ani na moment.

To, co uderzyło mnie najmocniej podczas lektury, to nie sama chronologia zdarzeń, ale niesamowity ładunek emocjonalny, jaki autorka przelała na papier. Styl Kosowskiej jest niezwykle plastyczny, wręcz zmysłowy, skupiony na wewnętrznych przeżyciach bohaterów, ich lękach, nadziejach i tęsknotach, które rezonowały we mnie jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony. Autorka ma rzadki dar pisania o rzeczach trudnych, takich jak utracona tożsamość czy wojenna trauma, w sposób niezwykle delikatny, wręcz poetycki. Czytając, czułam każdą rozterkę Eweliny, jej determinację, ale też zagubienie w obliczu tajemnic, które powoli zaczynały wychodzić na światło dzienne w palącym słońcu Cypru.

Gdy akcja przenosi się na wyspę Afrodyty, powieść dosłownie rozkwita i zaczyna tętnić życiem, a opisy cypryjskich zakątków po prostu zapierają dech w piersiach. Autorka z ogromną miłością i dbałością o detale odmalowała tamtejszy krajobraz, wąskie uliczki, starożytne ruiny i kontrast między pięknem przyrody a bolesnymi śladami tureckiej inwazji z przeszłości. W tym malowniczym, choć naznaczonym historią świecie pojawia się Jorgos, urzekający Cypryjczyk, który pomaga Ewelinie w jej poszukiwaniach i wnosi do całej opowieści mnóstwo ciepła. Ich relacja rozwija się niespiesznie, bez zbędnego pośpiechu, opierając się na wzajemnym zrozumieniu, co tylko potęguje autentyczność rodzącego się między nimi uczucia.

Osobny zachwyt muszę wyrazić nad kulinarną stroną tej powieści, bo „Cypryjskie meze” to prawdziwa uczta dla zmysłów, która potrafi obudzić ogromny apetyt. Opisy tradycyjnych potraw, zapachów ziół, oliwek i wszechobecnego jedzenia celebrowanego w lokalnych tawernach były tak sugestywne, że w trakcie lektury autentycznie zgłodniałam. Kosowska pisze o jedzeniu z taką pasją, że natychmiast nabrałam ochoty na przygotowanie jakiegoś greckiego specjału we własnej kuchni, by choć trochę przedłużyć ten wyjątkowy klimat. Ta książka nie tylko karmi duszę piękną historią, ale też rozpala zmysły smaku i zapachu, sprawiając, że ma się ochotę natychmiast spakować walizkę.

W trakcie czytania złapałam się na tym, że w mojej głowie zaczął kiełkować plan na kolejną podróż, tym razem właśnie śladami Eweliny i Jorgosa, by na własne oczy zobaczyć te wszystkie magiczne miejsca. Powieść ma w sobie niesamowitą siłę przyciągania i sprawia, że Cypr staje się nie tylko tłem dla wydarzeń, ale pełnoprawnym, fascynującym bohaterem, którego chce się poznać osobiście. To niesamowite, jak autorka potrafi rozbudzić w czytelniku tęsknotę za miejscami, w których być może nigdy się nie było, a które dzięki jej słowom stają się dziwnie bliskie i znajome.

Dla mnie ta książka to przede wszystkim poruszający traktat o pamięci, o poszukiwaniu własnych korzeni i o tym, jak definiujemy pojęcie domu. Pokazuje, że prawda o przeszłości potrafi być bolesna, ale jest niezbędna, by móc z czystym sercem ruszyć naprzód i w pełni zrozumieć samego siebie. Ewelina na moich oczach przechodzi ogromną przemianę, a jej podróż do wnętrza własnej duszy okazała się równie fascynująca, co odkrywanie wojennych tajemnic wyspy. To piękna, mądra i dojrzała proza, która dotyka najczulszych strun w sercu i zostawia czytelnika z poczuciem głębokiego wzruszenia oraz refleksji nad własnym życiem.

Wychodząc z tego cypryjskiego świata, czuję ogromną wdzięczność za chwile spędzone z tą lekturą, która po raz kolejny udowodniła mi, że Jolanta Kosowska potrafi stworzyć literackie arcydzieło pełne emocji. „Cypryjskie meze” to idealna propozycja dla każdego, kto w literaturze szuka czegoś więcej niż tylko rozrywki – to opowieść, która otula niczym ciepły, śródziemnomorski wiatr i zostaje w pamięci na bardzo długo. Z całego serca polecam Wam tę zmysłową, pełną aromatów i życiowej mądrości podróż, a sama uciekam do kuchni, marząc o cypryjskim słońcu i kolejnych tak pięknych książkach.

Recommended Posts

kryminał sensacja thriller

„Cisza która zabija” – Emilia Szelest

„Bo często, gdy dzieci widzą jeszcze nadzieję, dorośli już wiedzą, że ostatnia iskra właśnie zgasła.” Są takie książki, które od pierwszych stron wnikają pod skórę i nie pozwalają o sobie zapomnieć, zmuszając do refleksji nad tym, jak mało czasem wiemy o ludziach, z którymi dzielimy codzienność. Najnowsza powieść, po którą sięgnęłam, utwierdziła mnie w przekonaniu, […]

ksiazkowyzaulek 
fantasy powieść obyczajowa powieść z elementami science fiction regionalna - Dolny Śląśk romans

„Czarownica z Gór Olbrzymich” – Anna Kruczkowska

„Siła zdolna zabić człowieka za nic. Rozszarpać z powodu plotki, ze strachu, z nienawiści, bo wszyscy, bo odpowiedzialność zbiorowa. Wszyscy, czyli nikt. Nie ma winnych, tylko człowiek nie żyje. Widziała kiedyś taką tłuszczę: nienawistną, rozszalałą.” Kiedy biorę do ręki książkę napisaną przez kogoś z moich stron, zawsze towarzyszy mi takie specyficzne, miłe drżenie serca. Jako […]

ksiazkowyzaulek 
informacyjne

„Peach summer” – Anna Langer

„Z takim podejściem nigdy nie wyjdziesz na prostą. (…) Musisz nauczyć się zaciskać pasa i żyć skromnie. Wiem, że to trudne biorąc pod uwagę, jaką masz lekką rękę do wydawania kasy, ale na tym właśnie polega dorosłość. Nie zawsze dostaje się to, czego się chce. I najczęściej na to coś trzeba ciężko zapracować.” To lato […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment