komedia kryminalna polecajki

Miał być spokój, są kłopoty” – Artur Kuchta

ksiazkowyzaulek 

„Przyjechała na wieś, pragnąc spokoju, wreszcie wprowadzić w życie ideę slow life, zamiast miejskiego zgiełku i szaleństwa. Miało być wiejsko i sielsko, tymczasem wszystko wskazywało na coś zupełnie odwrotnego. Zamiast upragnionego slow life, już pierwszego dnia otrzymała może life, ale w wersji bardziej fast niż slow.”

Artur Kuchta napisał powieść „Miał być spokój, są kłopoty”, która już samym tytułem ostrzega, że spokój jest pojęciem względnym. Czytelnik zasiada do lektury z przekonaniem, że czeka go lekka, przyjemna historia o życiu na wsi, a dostaje kryminalno-obyczajowy koktajl z odrobiną absurdu, szczyptą ironii i solidną porcją ciepłego humoru. To książka, która z pozoru opowiada o prostych ludziach w sielskiej scenerii, ale pod powierzchnią błyskotliwych dialogów i zabawnych sytuacji skrywa komentarz o potrzebie bliskości, przyjaźni i o tym, że życie – nawet na końcu świata – potrafi być spektakularnie skomplikowane.

Mela Trela, główna bohaterka, to kobieta, która marzyła o ciszy i prostocie. Ucieka z miasta, żeby wreszcie żyć „slow”, ale trafia w sam środek wiejskiego kryminału. Kuchta buduje postać z wdziękiem i humorem – to typ bohaterki, której się kibicuje, nawet jeśli co chwila pakuje się w tarapaty. Mela jest zaradna, emocjonalna i trochę roztrzepana, ale przede wszystkim autentyczna. W każdej jej myśli pobrzmiewa ironiczny dystans do świata, który autor podkreśla trafnym, nieprzesadzonym językiem.

Wielkim atutem książki są dialogi. Nasycone potocznym humorem, często balansują między żartem a refleksją, a przy tym brzmią naturalnie – jak rozmowy, które mogłyby naprawdę paść w sklepie, na przystanku czy przy kawie. Bohaterowie drugoplanowi, tacy jak Aldona, Spyrka czy wszechwiedzące staruszki ze sklepu, nie są tylko tłem dla Meli. Każdy z nich ma własny charakter i moment, w którym błyszczy. Zwłaszcza duet Mela i Aldona to literacki dynamit – dwie kobiety, które zderzają życiowy chaos z ambicją bycia detektywkami, tworzą mieszankę zarówno komiczną, jak i pełną ciepła.

Kuchta ma oko do szczegółu. Wieś, którą opisuje, nie jest cukierkową idyllą z folderu turystycznego. To miejsce, gdzie ludzie wciąż plotkują przez płot, policjant zna wszystkich po imieniu, a „grill” jest wydarzeniem towarzyskim większym niż wesele. Ale w tym lokalnym krajobrazie autor nie kpi z prowincji – raczej pokazuje jej swoistą filozofię życia: prostą, konsekwentną i wbrew pozorom bardzo ludzką.

Fabuła rozwija się niespiesznie, ale w tym właśnie tkwi jej urok. Z pozoru błaha historia o włamaniu przeradza się w serię coraz bardziej absurdalnych, a jednocześnie logicznie powiązanych wydarzeń. To nie jest thriller, który trzyma za gardło – raczej literacka wersja jazdy po wybojach: czasem śmiesznie, czasem nerwowo, ale nigdy nudno. Autor wie, jak dawkować napięcie, i chociaż nie ucieka od konwencji gatunkowych, bawi się nimi z wyczuciem.

Styl pisarza jest lekki, pełen humoru, ale nieprzesadnie farsowy. Zdania płyną gładko, a dialogi i komentarze narratora nadają całości filmowego rytmu. Momentami ma się wrażenie, że książka aż prosi się o ekranizację – z Melą i Aldoną w roli niefrasobliwych bohaterek, które przypadkiem rozwiązują lokalne zagadki i uczą się przy tym życia.

Warto też zauważyć, że pod tą wesołą otoczką kryje się sporo prawdy o ludzkich relacjach. Mela ucieka od miejskiego zgiełku, ale zamiast spokoju odnajduje coś znacznie cenniejszego – ludzi, którzy mimo wad i drobnych dziwactw potrafią być wsparciem. Autor z lekkością pokazuje, że czasem największe przygody zaczynają się wtedy, gdy człowiek postanowi po prostu odpocząć.

„Miał być spokój, są kłopoty” to powieść, która nie udaje czegoś, czym nie jest. Nie próbuje moralizować, nie sili się na głębokie dramaty, ale i nie spłyca życia swoich bohaterów. To książka pisana z sympatią i dystansem – idealna na leniwe popołudnie, kiedy człowiek chce po prostu uśmiechnąć się do tekstu i pomyśleć: „Tak, dokładnie tak by to wyglądało”.

Artur Kuchta udowadnia, że można połączyć ciepły humor, lekki kryminał i obyczajową opowieść w jedną, zgrabną całość. Jego bohaterowie nie ratują świata, ale ratują własne dobre nastroje, a to czasem dużo trudniejsze. I choć miało być spokojnie, czytelnik szybko zrozumie, że z taką ekipą spokój byłby po prostu nudny.

Recenzja napisana na prośbę autora.

Recommended Posts

powieść obyczajowa powieści świąteczne

„Podziękuję za Święta” – Gabriela Gargaś

„Te święta chociaż inne od wszystkich, pokazały Marii, że żaden warto wyjść poza utarte ścieżki. Pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa.Bo właśnie w takich momentach człowiek czuje, że żyje naprawdę.” Gabriela Gargaś w książce „Podziękuję za Święta” serwuje czytelnikowi prawdziwy świąteczny rollercoaster. Już od pierwszych stron czuć choinkę, piernik i świąteczne światełka, które świecą tak mocno, […]

ksiazkowyzaulek 
komedia kryminalna

„Klejnoty szwagra” – Marek Stelar

„Misiek stwierdził w duchu, że na całe szczęście. Gdyby imiona miał nadać Szwagier samodzielnie, nie dałoby się ich zapisać w żadnym znanym alfabecie. Wymówić pewnie też nie.” Uwielbiam książki Marka Stelara. Ten człowiek ma nie tylko pióro ostre jak brzytwa, ale i poczucie humoru, które potrafi rozbroić nawet najbardziej ponury dzień. Kiedy wpadły mi w […]

ksiazkowyzaulek 
kryminał na prośbę autora polecajki sensacja thriller

„Drugie życie” – Bartłomiej Dusza

„Pamiętaj, aby nie ufać nikomu – powiedział jakiś obcy głos w telefonie. – Samotnie przychodzimy na świat i samotnie z niego odchodzimy. Już niedługo przeznaczenie się wypełni.” „Drugie życie” dosłownie mnie wciągnęło – i to od pierwszego zdania. Te prawie 270 stron połknęłam jednym tchem, nawet nie wiem, kiedy. To jedna z tych książek, przy […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment