„Drugie życie” – Bartłomiej Dusza

„Pamiętaj, aby nie ufać nikomu – powiedział jakiś obcy głos w telefonie. – Samotnie przychodzimy na świat i samotnie z niego odchodzimy. Już niedługo przeznaczenie się wypełni.”
„Drugie życie” dosłownie mnie wciągnęło – i to od pierwszego zdania. Te prawie 270 stron połknęłam jednym tchem, nawet nie wiem, kiedy. To jedna z tych książek, przy których przestaje istnieć świat wokół – zegar nagle przyspiesza, kawa stygnie, a człowiek tylko przewraca kolejne strony, coraz bardziej zaplątany w fabułę. Gdybym nie wiedziała, że to debiut, nigdy bym w to nie uwierzyła. Bartłomiej Dusza napisał powieść tak dojrzałą, tak dopracowaną w każdym szczególe, że wielu doświadczonych autorów mogłoby mu pozazdrościć.
Od pierwszych stron historia Marty Wilk – kobiety, której życie w jednej chwili zmienia się w koszmar – uderza swoją intensywnością. Poznajemy ją w zwyczajnym dniu, wśród domowych obowiązków, w słońcu, w codzienności, która mogłaby być udziałem każdego z nas. I właśnie wtedy, w tej pozornej normalności, pojawia się coś, co wszystko rozbija – tajemniczy telefon, obcy głos, ostrzeżenie, które brzmi jak zapowiedź katastrofy. Dusza potrafi w jednej scenie przejść od sielanki do niepokoju, od spokoju do paraliżującego strachu. Ta nagłość, to zderzenie emocji, sprawiają, że od razu czujemy, iż nie będzie to zwykła opowieść.
Autor misternie konstruuje akcję, prowadząc ją tak, że każda kolejna strona przynosi nowy trop – ale zamiast cokolwiek wyjaśniać, te tropy tylko bardziej wszystko gmatwają. Coś się dzieje, coś się odsłania, ale jednocześnie pojawia się sto nowych pytań. To ten rodzaj thrillera, w którym nie ma bezpiecznego miejsca, a każdy pozornie niewinny szczegół może okazać się kluczem do czegoś znacznie mroczniejszego. Gdy już wydawało mi się, że wiem, kto i dlaczego stoi za tragedią Marty, autor jednym ruchem zburzył moją teorię i poprowadził historię w zupełnie innym kierunku. Przyznaję, próbowałam domyślać się rozwiązania – i choć zbliżyłam się do prawdy, to ostatecznie Bartłomiej Dusza i tak mnie zaskoczył.
„Drugie życie” to książka o bólu, o szaleństwie, o nadziei, która nie pozwala zasnąć. To opowieść o matce, która nie potrafi pogodzić się ze stratą dziecka i której miłość przeradza się w obsesję. Autor z niezwykłą wrażliwością pokazuje, jak cienka jest granica między rozpaczą a obłędem, między wiarą a złudzeniem. Nie da się przejść obok tej historii obojętnie – Marta nie jest tylko postacią z papieru, ona żyje, oddycha, cierpi. Czułam jej bezradność, jej strach i to irracjonalne przekonanie, że może jeszcze coś naprawić, że może jeszcze ocalić to, co dawno zostało jej odebrane.
Nie sposób nie wspomnieć o drugim planie powieści, bo „Drugie życie” to nie tylko dramat matki. To również mroczne tło społeczne i psychologiczne – tajemnice policji, dziwne zachowania lekarzy, ciemne korytarze szpitali, w których czai się coś więcej niż tylko medycyna. Dusza wprowadza w tę historię cały wachlarz postaci – od komisarza Tymkowskiego, przez personel szpitalny, po anonimowe głosy i znikające tropy – i każda z nich wnosi coś istotnego, każda ma swoje ukryte intencje. Nikt tu nie jest jednoznaczny, nikt nie jest do końca niewinny.
Największym atutem książki jest jednak jej atmosfera. Gęsta, duszna, momentami niemal klaustrofobiczna. Autor potrafi stworzyć napięcie bez tanich efektów, bez przesady – wszystko opiera się na emocjach, na tym, co niewidoczne. Nie ma tu krwi rozlewającej się po stronach, ale jest coś znacznie mocniejszego – lęk, który wpełza w głowę czytelnika i nie daje spokoju. To ten rodzaj niepokoju, który zostaje na długo po zamknięciu książki.
Jako debiut „Drugie życie” po prostu powala na kolana. Nie tylko stylem, ale i świadomością konstrukcji. Bartłomiej Dusza wie, jak prowadzić historię, by ani przez moment nie traciła rytmu. Umie zatrzymać uwagę czytelnika, wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić emocjom wybrzmieć w ciszy. To ogromna rzadkość, zwłaszcza u autora, który dopiero stawia pierwsze kroki na literackiej scenie.
Liczę, że kolejne książki Bartłomieja Duszy będą równie dobre, a może nawet i lepsze niż ten rewelacyjny debiut. Czuć w nim ogromny potencjał i pasję – tę surową, prawdziwą energię kogoś, kto ma coś ważnego do powiedzenia i potrafi to ubrać w słowa. „Drugie życie” pokazuje, że polski thriller psychologiczny ma się świetnie i że właśnie narodziło się nowe nazwisko, które warto zapamiętać.Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią historie pokręcone, nieoczywiste, z wątkami tak nieprawdopodobnymi, że aż prawdziwymi. Tym, którzy nie boją się emocji, którzy lubią, kiedy fabuła wciąga ich w sam środek ludzkich lęków i pragnień. „Drugie życie” to nie tylko lektura – to przeżycie, które zostawia ślad. Dziękuję autorowi za możliwość zapoznania się z tą powieścią, ale przede wszystkim – za te emocje, których nie da się łatwo zapomnieć.
Recenzję zamieszczam na prośbę autora, Bartłomieja Duszy.
