powieść obyczajowa

„Miłość po Krakowsku” – monika Hakowska

ksiazkowyzaulek 

„Zawsze łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku, niż zmierzyć się z prawdą.”

Znowu zarwałam noc, bo Monika Hakowska zaserwowała mi taką lekturę, że nie dało się jej odłożyć! Dziś na tapecie mam „Miłość po krakowsku”, a to jest ten typ książki, który po prostu wciąga od pierwszej strony i nie wypuszcza. Spodziewałam się lekkiej, romantycznej historii, ale dostałam coś więcej: świetną zabawę i porządną dawkę emocji. To idealny tytuł, żeby zapomnieć o szarej rzeczywistości, chociaż mam do niej kilka uwag, o których opowiem Wam za chwilę.

Główna bohaterka, Nela, to jest mistrzyni pakowania się w kłopoty, aż miałam ochotę ją przytulić i dać jej gorącą herbatę. Porzucone studia, praca, która przyprawia o ból głowy, i do tego nagła bratanica na głowie – jej życie to jeden wielki, uroczy chaos. Autorka świetnie pokazała ten nieustanny pęd i poczucie przytłoczenia, które doskonale znamy z własnego życia. Nela jest tak autentyczna w swoich potknięciach, że trudno jej nie kibicować.

I właśnie w ten cały, zawiły świat Neli wkracza on – Maks. Nowy sąsiad, który jest uosobieniem męskiej urody, ale niestety również niebywałej gburowatości. Od razu widać, że to będzie zderzenie dwóch galaktyk: chaotycznej Neli i tego nieziemsko uporządkowanego (i irytującego!) faceta. Monika Hakowska stworzyła parę, której dynamika opiera się na ciągłym tarciu, co jest dla mnie w romansach esencją.

Ich relacja to seria nieustannych, zabawnych potyczek. Każde spotkanie kończy się spięciem, ale im więcej jest tych iskrzeń, tym bardziej czuć, że rodzi się między nimi coś głębszego. To nie jest tania, szybka miłość, tylko powolne, momentami bolesne docieranie się. Uwielbiam to, jak autorka powoli odkrywa przed nami kolejne warstwy Maksa, pokazując, że pod tą skorupą gbura kryje się coś więcej niż tylko przystojna fasada.

Muszę przyznać, że książkę czyta się po prostu fajnie i szybko. To jest ten typ powieści, który pochłania się w jeden, góra dwa wieczory, bo akcja pędzi, a my chcemy wiedzieć, jak potoczą się losy Neli i Maksa. Do tego dochodzi ten uroczy Kraków, który jest tłem dla tych wszystkich zawirowań. Czuć, że autorka kocha to miasto, a miłość naprawdę potrafi tam nadejść w najmniej spodziewanym momencie.

Natomiast, szczerze mówiąc, momentami mam wrażenie, że cała ta historia została napisana trochę chaotycznie. Tempo było super, ale miejscami gubiłam się w ilości wątków pobocznych. Wiele z nich gdzieś umykało w ferworze głównej akcji, pozostawiając mnie z poczuciem niedosytu. Czułam, że niektóre rozpoczęte tematy mogłyby zostać rozwinięte, a tak po prostu się rozpływały.

I tu dochodzimy do kolejnej rzeczy – niedopowiedzeń. Było ich naprawdę sporo. Być może autorka zastosowała je celowo, chcąc zostawić pole dla wyobraźni, ale mi, jako czytelniczce, to poniekąd trochę przeszkadzało. Czasem chciałam dostać konkretną odpowiedź czy rozwiązanie, a dostawałam otwarte pytanie. To sprawiło, że po lekturze zostałam z kilkoma znakami zapytania.

Niemniej jednak, całościowo, to bardzo udana lektura. Chemia między bohaterami, uroczy Kraków i dawka humoru sprawiają, że książkę polecam z czystym sumieniem wszystkim fankom romansów. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, ale z charakterem, to „Miłość po krakowsku” jest dla Was. Mimo drobnych niedociągnięć w kwestii prowadzenia wątków, bawiłam się świetnie i już teraz z niecierpliwością czekam na kolejną część!

Recommended Posts

kryminał polecajki regionalna - Dolny Śląśk sensacja thriller

„Gen zła” – Katarzyna Wolwowicz

„Nie musiała się zastanawiać, czy po tygodniach niepewności co do swojego stanu zdrowia i po wypadku samochodowym, z którego wyszła niemal bez szwanku, los przygotował dla niej taką śmierć. Śmierć z zaskoczenia. I z dala od bliskich.” Na każdą nową książkę Katarzyny Wolwowicz czekam z ogromną niecierpliwością, a kiedy w grę wchodzi kolejny tom przygód […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment