„Wiadomość od (nie)znajomego” – Aleksandra Pakuła

„Jest nad wyraz otwarta, ufna przyjaźnie nastawiona do ludzi. Pewnie jak większość dzieci. To my dorośli tracimy z wiekiem te cechy. Z każdym kolejnym rokiem dostrzegamy ile czyha na nas niebezpieczeństw. Ilu ludzi nie ma dobrych intencji, choć z pozoru wydają się do rany przyłóż.”
Wydawać by się mogło, że w dobie mediów społecznościowych i wszechobecnej technologii, znalezienie bratniej duszy powinno być dziecinnie proste. Czasem jednak jedno kliknięcie wystarczy, by obudzić coś, co miało nigdy nie wrócić, i wywrócić nasze poukładane życie do góry nogami. Właśnie w taki wir zdarzeń rzuca nas Aleksandra Pakuła w swojej najnowszej powieści, udowadniając, że granica między nienawiścią a fascynacją jest cieńsza, niż moglibyśmy przypuszczać.
„Wiadomość od (nie)znajomego” to historia, która od pierwszych stron uderza autentycznością emocji, mimo że opiera się na klasycznym motywie komedii pomyłek. „Na samą myśl o tym człowieku krew mnie zalewa. Nigdy, przenigdy nie miałam problemów z innymi lokatorami, ale ten… Och! Nie ma dnia, w którym oczyma wyobraźni nie odcinam mu głowy”. Te słowa idealnie oddają temperaturę relacji między głównymi bohaterami, którzy na co dzień mijają się na klatce schodowej z narastającą niechęcią.
Ponoć z sąsiadem najlepiej wychodzi się na zdjęciu albo po prostu wychodzi się z klatki, by uniknąć zbędnych interakcji. A co jeśli ten nieokrzesany troglodyta, który doprowadza nas do pasji w realnym świecie, w wirtualnej rzeczywistości okaże się czarującym, wrażliwym mężczyzną? To pytanie staje się fundamentem intrygi, w której jeden blok i dwoje skonfliktowanych sąsiadów zostaje połączonych przez kilkaset wysłanych maili.
W dzień bohaterowie nie potrafią na siebie patrzeć bez zgrzytania zębami, jednak gdy zapada zmrok, w nocy nie potrafią przestać do siebie pisać. To fascynujące, jak anonimowość pozwala nam zrzucić maski, które zakładamy każdego ranka. Ona i on – oboje dźwigają bagaż przeszłości, pełen złych decyzji i zawodowego wypalenia, a jednak przed ekranem komputera stają się kimś zupełnie innym, bardziej prawdziwym.
W realnym świecie dzieli ich niemal każdy szczegół, od stylu życia po sposób bycia, ale online łączy ich wszystko, o czym boją się mówić na głos. Autorka w niezwykle lekki, a zarazem błyskotliwy sposób pokazuje, jak bardzo potrzebujemy zrozumienia i jak łatwo jest przeoczyć wartościowego człowieka, gdy oceniamy go jedynie przez pryzmat codziennych irytacji. Nie wiedzą tylko, że wysłane wiadomości trafiają bliżej niż myślą, a miłość faktycznie mieszka tuż obok.
Choć książka reklamowana jest jako komedia pomyłek i momentami jest naprawdę bardzo śmieszna, to nie brakuje w niej głębi, której się nie spodziewałam. Porusza bowiem niezwykle ważny temat godzenia się z żałobą i trudów nawiązywania nowych związków po bolesnym rozstaniu. To nie jest tylko pusta opowieść o pisaniu maili, ale refleksja nad tym, jak trudno jest otworzyć się na drugiego człowieka, gdy serce wciąż nosi blizny po dawnych ranach.
Kwestia zauroczenia przez internet została tu przedstawiona z dużą wyrozumiałością dla ludzkich słabości. Pakuła pokazuje, że szukanie bliskości w sieci to nie tylko domena desperatów, ale często jedyny sposób dla osób poturbowanych przez los, by przełamać lody bez lęku przed natychmiastowym odrzuceniem. Czyta się to z zapartym tchem, kibicując bohaterom, by w końcu przejrzeli na oczy i dostrzegli prawdę ukrytą za ścianą.
Polecam tę lekturę każdemu, kto szuka czegoś na szybki wieczorny relaks, co jednocześnie zostawi w głowie parę cieplejszych myśli. To idealna książka na jeden wieczór, która bawi, wzrusza i przypomina, że czasem warto dać sąsiadowi drugą szansę – nawet jeśli na początku mamy ochotę odciąć mu głowę. Aleksandra Pakuła stworzyła historię, która po prostu poprawia humor i pozwala uwierzyć w uśmiech losu.
