„Nawiało nam burzę” – Jarosław Abramow-Newerly

„Mimo kordonu sanitarnego odcinającego ZSSR od reszty świata wiedziano w Hadyńkowcach, co się dzieje za Zbruczem.”
Są takie książki, które nie pozwalają o sobie zapomnieć jeszcze długo po tym, jak zamknie się ich ostatnią stronę, i „Nawiało nam burzę” autorstwa Jarosława Abramowa-Newerlego bez wątpienia do nich należy. To nie była dla mnie lekka lektura, którą mogłabym pochłonąć w jeden leniwy wieczór, bo ciężar gatunkowy opisanych tu wydarzeń wymagał ode mnie pełnego skupienia i emocjonalnej gotowości. Przyznam szczerze, że początkowo miałam mały problem, by w pełni połapać się w tej wielowątkowej opowieści i odnaleźć w gąszczu postaci, ale kiedy już wgryzłam się w ten świat, historia porwała mnie bez reszty.
Wszystko zaczyna się od pamiętnej daty 17 września 1939 roku, kiedy to do Hadyńkowiec na Podolu dosłownie nawiało burzę, która na zawsze zmieniła bieg życia tysięcy ludzi. Autor z niesamowitą precyzją i autentyzmem kreśli dramat polsko-ukraińskiej rodziny, pokazując, jak nawałnica wojny bezlitośnie rozrzuciła jej członków po najdalszych zakątkach świata. To, co uderzyło mnie najbardziej, to fakt, że ta opowieść nie jest jedynie fikcją literacką, ale zapisem prawdziwych losów, które splotły się w kanadyjskim Toronto, gdzie autor spotkał Leszka Ławrowa, jednego z bohaterów tej przejmującej sagi.
Śledząc historię Olgi Ławrow i Bohdana Wynnyczenki, miałam poczucie, że dotykam żywej tkanki historii, która dla mieszkańców Kresów była brutalną codziennością. To reportaż momentami niezwykle trudny, ukazujący bez upiększeń, jak faktycznie wyglądało życie w cieniu dwóch wielkich totalitaryzmów – nacjonalistycznego i komunistycznego. Nie ma tu miejsca na czarno-białe podziały czy łatwe odpowiedzi, jest za to ból, niepewność i nieustanna walka o zachowanie resztek godności w świecie, który oszalał.
Książka ta ma dla mnie ogromną wartość, ponieważ stanowi panoramiczny obraz losów ludzi rzuconych w wir wielkiej polityki, której zupełnie nie rozumieli, a która odebrała im wszystko, co kochali. Podróż bohaterów z małej wioski na Podolu, przez Prudnik, aż po Toronto, jest symbolem tułaczki całego pokolenia, które musiało szukać swojego miejsca na ziemi od nowa. Czułam ten chłód, strach i niepewność jutra, które towarzyszyły im na każdym kroku, a sposób, w jaki Jarosław Abramow-Newerly to opisał, sprawił, że momentami brakowało mi tchu.
Choć początkowe trudności z odnalezieniem się w strukturze tekstu mogły zniechęcać, cieszę się, że nie odłożyłam tej książki na półkę, bo później poszło już znacznie łatwiej. Warto było dać sobie czas, by zrozumieć zawiłości rodzinnych powiązań i historycznych uwarunkowań, które legły u podstaw tej sagi. To lektura, która zmusza do refleksji nad tym, jak kruche jest nasze bezpieczeństwo i jak niewiele trzeba, by los wygnał nas z własnego domu w nieznane.
Obraz życia na kresowej ziemi, jaki wyłania się z kart „Nawiało nam burzę”, jest tak plastyczny i surowy, że momentami czułam się, jakbym stała tam, w Hadyńkowcach, obserwując nadciągające chmury. Autor nie oszczędza czytelnika, pokazując dramat rozdartych rodzin i konfliktów, które tliły się między sąsiadami, a które wojna rozdmuchała do niewyobrażalnych rozmiarów. To bolesna lekcja historii, której nie znajdziemy w podręcznikach, podana w formie niezwykle osobistej i intymnej opowieści.
Podziwiam kunszt, z jakim połączono tu fakty historyczne z emocjonalną głębią sagi rodzinnej, tworząc dzieło o wyjątkowej wartości dokumentalnej i literackiej. Mimo że jest to reportaż momentami brutalnie szczery, bije z niego jakaś niesamowita siła przetrwania, która pozwalała bohaterom wierzyć, że gdzieś na końcu tej wyboistej drogi czeka ich spokojna przystań. To jedna z tych pozycji, które zostają w sercu na lata i do których chce się wracać myślami, by oddać hołd tym, którzy musieli przejść przez to piekło.
Jeśli szukacie literatury, która nie tylko dostarcza wzruszeń, ale też poszerza horyzonty i pozwala lepiej zrozumieć skomplikowaną historię naszych ziem, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. To nie jest książka do czytania w pośpiechu, ona wymaga uwagi, empatii i chwili zadumy nad losem człowieka uwikłanego w tryby wielkiej historii. Zdecydowanie polecam każdemu, kto ceni sobie autentyzm i literaturę faktu na najwyższym poziomie, nawet jeśli początki bywają wymagające.
