powieść obyczajowa romans

„Coś mojego” – A. P. Mist

ksiazkowyzaulek 

„Cza­sem czło­wiek do­cho­dzi do punk­tu, w któ­rym ka­żdy ko­lej­ny dzień wy­gląda do­kład­nie tak samo jak po­przed­ni.”

Sięgając po „Coś mojego” autorstwa A.P. Mist, miałam ochotę na niezobowiązującą historię, która pozwoli mi złapać oddech po cięższych, bardziej wymagających lekturach. Czasem człowiek potrzebuje po prostu zanurzyć się w czymś lżejszym i dać odpocząć głowie.

Już od pierwszych stron nie mogłam oprzeć się silnemu skojarzeniu ze „Stormhaven”. Schemat zderzenia dwóch zupełnie innych energii – żywiołowej dziewczyny z Nowego Jorku i starszego, szorstkiego faceta z surowej Montany – brzmi znajomo, ale to akurat motyw, po który chętnie sięgam, jeśli tylko autor potrafi go zgrabnie poprowadzić.

A.P. Mist operuje piórem nad wyraz sprawnie i lekko. Powieść czyta się płynnie, niemal bez wysiłku, a kolejne rozdziały mijają z zaskakującą prędkością. Konstrukcja zdań jest prosta, pozbawiona zbędnych ozdobników, co w tego typu literaturze obyczajowo-romantycznej zazwyczaj sprawdza się najlepiej, bo nie odciąga uwagi od relacji głównych bohaterów.

Na pochwałę zasługuje przede wszystkim dynamika dialogów. Słowne potyczki między June i Grantem mają w sobie sporo ikry, a cięte riposty brzmią naturalnie i nie wypadają sztucznie. W tych krótkich wymianach zdań czuć chemię i narastające napięcie, co sprawia, że interakcje tej dwójki śledzi się z prawdziwą ciekawością.

Pojawiły się jednak momenty, w których tempo narracji wyraźnie zwalniało, i to niestety na niekorzyść fabuły. Chodzi głównie o wewnętrzne monologi postaci. Zarówno przemyślenia June, jak i Granta bywały chwilami zbyt rozwleczone, powtarzalne i momentami po prostu irytujące. Kiedy bohaterowie za długo analizowali te same emocje w swoich głowach, zamiast działać, historia traciła swój naturalny rytm.

Z kolei warstwa opisowa została wyważona bardzo rozsądnie. Autorka nie zarzuca czytelnika drobiazgowymi opisami przyrody, a mimo to udaje jej się zarysować specyficzny, nieco surowy klimat Montany, który ładnie kontrastuje z ciepłem małego miasteczka i zapachem kawy w tle. Tło nie przytłacza, a stanowi przyjemną oprawę dla toczących się wydarzeń.

Mimo drobnych zgrzytów związanych z przegadanymi przemyśleniami bohaterów, całościowo tekst broni się swoją przystępnością. To jedna z tych książek, które nie rewolucjonizują gatunku i nie zapadają w pamięć na lata, ale doskonale wywiązują się ze swojego podstawowego zadania.

Ostatecznie „Coś mojego” okazało się bardzo przyjemnym przerywnikiem wśród poważniejszej literatury. Jeśli szukacie czegoś lekkiego na jeden lub dwa wieczory, z klasycznym motywem przyciągających się przeciwieństw i sporą różnicą wieku, to spędzicie z tą pozycją całkiem miły czas.

Recommended Posts

poradnik psychologia współpraca recenzencka

„Bezpieczne przywiązanie” – Jessica Baum

„Każde wspomnienie utajone jest odnotowywane wraz z obecnością napięcia w mięśniach albo jego brakiem, podobnie do doznań w sercu.” Ostatnio w moje ręce wpadła książka, obok której po prostu nie mogłam przejść obojętnie, a mianowicie „Bezpieczne przywiązanie. Neuronauka głębokich relacji”, której autorką jest Jessica Baum. Sięgając po tę pozycję, spodziewałam się kolejnego typowego poradnika psychologicznego, […]

ksiazkowyzaulek 
kryminał polecajki regionalna - Dolny Śląśk sensacja thriller

„Szept Ducha Gór” – Hubert Litwinionek

„(…) bo świat potrzebuje prostych historii. Potrzebuje jasnego podziału na dobro i zło, na winnych i niewinnych. Potrzebuje zamknięcia.” To była jedna z tych premier, na które czekałam z ogromną niecierpliwością, a kiedy wreszcie Hubert Litwinionek oddał w nasze ręce „Szept Ducha Gór”, wiedziałam, że przepadnę bez reszty. I choć codzienność i wieczny brak czasu […]

ksiazkowyzaulek 
fantasy horror współpraca recenzencka

„Czoran” – Mateusz Kossakowski

„Było wszystko to, co powinno przynieść ulgę. A jednak ulga nigdy nie przychodzi czysta. Zawsze niesie z sobą obraz tego, co mogło się wydarzyć.” Nieczęsto zapuszczam się w rejony, gdzie mrok nie jest tylko tłem, ale żywym, pulsującym organizmem. Kiedy jednak Mateusz Kossakowski poprosił mnie o sięgnięcie po „Czorana”, poczułam, że to moment na bezwzględne […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment