kryminał sensacja thriller

„Mgielnica” – Agata Zamarska

ksiazkowyzaulek 

„Pamięć potrafi płatać figle. Szczególnie wtedy, kiedy przez lata próbujemy wyprzeć coś, o czym nie chcemy pamiętać…”

Znam styl Agaty Zamarskiej na wylot, a mimo to „Mgielnica” na dzień dobry mocno zalazła mi za skórę i wystawiła moje nerwy na ciężką próbę. Byłam o krok od rzucenia jej w kąt, bo pierwsze rozdziały niemiłosiernie mnie uwierały – narracja zgrzytała pod palcami, a tempo rozbiegówki sprawiało wrażenie sztucznie napompowanego. Tyle że w literaturze rzadko kapituluję przy pierwszym fochu tekstu i całe szczęście, bo autorka w pewnym momencie po prostu zrzuciła rękawiczki i pokazała pazur.

Ten początkowy chaos okazał się tylko zasłoną dymną, a właściwa opowieść wciągnęła mnie bez ostrzeżenia, wbijając szpile dokładnie tam, gdzie boli najbardziej. Zamarska nie bawi się w tanie efekciarstwo ani w tanie literackie fajerwerki, tylko metodycznie zaciska pętlę na gardle czytelnika. To jest ten typ prozy, który nie potrzebuje hektolitrów krwi na każdej stronie, żeby wywołać autentyczny niepokój, bo cała groza rodzi się tutaj ze słów, z ich rytmu i ze szczelin między zdaniami.

Od strony stricte warsztatowej autorka wykonała kawał cholernie precyzyjnej roboty, stawiając na zdania zwarte, pozbawione zbędnego ornamentu i grafomanii. Nie uświadczycie tu pretensjonalnych metafor ani pustosłowia, które tak często męczy w rodzimych kryminałach; język jest chłodny, niemal chirurgiczny, a jednocześnie niesamowicie plastyczny. Każde słowo wydaje się przemyślane, jakby przeszło przez gęste sito redakcyjnej bezwzględności, co nadaje całości świetną, naturalną motorykę.

Najbardziej zachwyciło mnie to, jak autorka radzi sobie z akustyką i melodią dialogów, które w „Mgielnicy” brzmią boleśnie prawdziwie. Bohaterowie nie wygłaszają drętwych tyrad wyjaśniających fabułę – oni rzucają półsłówkami, urywają wypowiedzi w pół tchu, kłamią w żywe oczy i drażnią się ze sobą dokładnie tak, jak robią to ludzie z krwi i kości. W tych rozmowach czuć gęste podskórne napięcie, a to, co zostało przemilczane, waży momentami znacznie więcej niż całe strony ekspozycji.

Imponuje mi również zmysłowość tej narracji, operująca nie tylko obrazem, ale przede wszystkim fizycznymi wrażeniami, które niemal osiadają na skórze. Zamarska potrafi kilkoma surowymi frazami wyczarować wszechobecną wilgoć, dławiący chłód i tę lepką, małomiasteczkową zawiść, od której robi się duszno w płucach. Budowanie klimatu za pomocą subtelnych detali zmysłowych to jej absolutna domena – nie opisuje świata wprost, ona pozwala nam w niego wejść i po prostu w nim ugrzęznąć.

Kompozycyjnie ta powieść to prawdziwy majstersztyk powolnego osaczania, w którym każdy akapit ma ściśle wyznaczoną funkcję. Autorka prowadzi narrację z bezwzględną konsekwencją, manipulując punktami widzenia i podrzucając mikroskopijne fałszywe tropy z taką wprawą, że nawet czujne oko daje się wpuścić w maliny. Zamiast pędzić na złamanie karku, bawi się kontrastami, nagle wyhamowuje akcję w najbardziej newralgicznych punktach i zmusza do wnikliwej lektury każdego pojedynczego zdania.

Finał uderza z precyzją obuchem w skroń, rozbijając wcześniejsze teorie w drobny mak dokładnie w chwili, gdy wydaje się, że wszystkie karty leżą już na stole. Konstrukcja tej pułapki fabularnej zasługuje na najwyższe uznanie, bo autorka do samego końca nie zdradza swoich intencji, nie dając czytelnikowi ani sekundy na złapanie oddechu. Zamknięcie historii jest ostre, bezkompromisowe i nie pozostawia miejsca na tanie pocieszenie, co w dzisiejszej literaturze gatunkowej jest towarem absolutnie deficytowym.

Ostatecznie „Mgielnica” okazała się lekturą wymagającą, która najpierw drażni i testuje wytrzymałość, by potem bez reszty pochłonąć i zachwycić techniczną dyscypliną. Zamarska po raz kolejny udowodniła, że doskonale wie, jak za pomocą surowego, wyrazistego stylu rozbroić czytelnika i zostawić go z niemym zachwytem tuż po przewróceniu ostatniej kartki. To kawał soczystej, bezczelnie dobrej prozy, po którą po prostu trzeba sięgnąć, by przekonać się, jak smakuje autentyczny suspens.

Recommended Posts

poradnik psychologia współpraca recenzencka

„Bezpieczne przywiązanie” – Jessica Baum

„Każde wspomnienie utajone jest odnotowywane wraz z obecnością napięcia w mięśniach albo jego brakiem, podobnie do doznań w sercu.” Ostatnio w moje ręce wpadła książka, obok której po prostu nie mogłam przejść obojętnie, a mianowicie „Bezpieczne przywiązanie. Neuronauka głębokich relacji”, której autorką jest Jessica Baum. Sięgając po tę pozycję, spodziewałam się kolejnego typowego poradnika psychologicznego, […]

ksiazkowyzaulek 
kryminał polecajki regionalna - Dolny Śląśk sensacja thriller

„Szept Ducha Gór” – Hubert Litwinionek

„(…) bo świat potrzebuje prostych historii. Potrzebuje jasnego podziału na dobro i zło, na winnych i niewinnych. Potrzebuje zamknięcia.” To była jedna z tych premier, na które czekałam z ogromną niecierpliwością, a kiedy wreszcie Hubert Litwinionek oddał w nasze ręce „Szept Ducha Gór”, wiedziałam, że przepadnę bez reszty. I choć codzienność i wieczny brak czasu […]

ksiazkowyzaulek 
fantasy horror współpraca recenzencka

„Czoran” – Mateusz Kossakowski

„Było wszystko to, co powinno przynieść ulgę. A jednak ulga nigdy nie przychodzi czysta. Zawsze niesie z sobą obraz tego, co mogło się wydarzyć.” Nieczęsto zapuszczam się w rejony, gdzie mrok nie jest tylko tłem, ale żywym, pulsującym organizmem. Kiedy jednak Mateusz Kossakowski poprosił mnie o sięgnięcie po „Czorana”, poczułam, że to moment na bezwzględne […]

ksiazkowyzaulek 

Leave A Comment