„Korsarz. Piracka pomyłka” – Helena Leblanc

„– Kacper powiedział, że dziewczyny nie mogą zostać piratami – pożaliła się.
– Nie wie, o czym gada – prychnęła jej mama. – Oczywiście, że dziewczyny mogą robić to, co chcą. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.”
Wyobraź sobie moment, w którym otwierasz nową książkę i nagle uderza cię widok głębokiej, matowej czerni zamiast klasycznej bieli papieru – właśnie tak bezpardonowo wciągnęła mnie w swój świat powieść „Korsarz. Piracka pomyłka”, którą napisała Helena Leblanc. Już na wstępie poczułam, że trzymam w dłoniach rzecz wymykającą się standardowym wydaniom. Przez lata czytania zdążyłam przywyknąć do tradycyjnych stron, więc ten zabieg edytorski wywołał u mnie autentyczny dreszcz ciekawości i podziałał na wyobraźnię znacznie mocniej niż jakikolwiek krzykliwy zwiastun na okładce.
To nie jest jednak historia, która od pierwszej minuty gładko układa się w głowie, bo autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę i stawia na niełatwy, mocno poszarpany rytm narracji. Przeskakiwanie z roku na rok wprowadziło początkowo niezły chaos i musiałam naprawdę mocno się skoncentrować, aby się nie pogubić w tych wszystkich osiach czasowych. Zamiast prowadzić nas za rękę prostą ścieżką, autorka zmusza do natychmiastowego wejścia w stan najwyższej czujności i uważnego łączenia rozsypanych po osi czasu wątków.
Wystarczyło jednak odrobinę cierpliwości, by wpaść w te rozpędzone tryby i wtedy opowieść po prostu sama zaczęła płynąć. Styl autorki cechuje niesamowita lekkość, która cudownie kontrastuje z początkowym skomplikowaniem konstrukcji. Fraza jest dynamiczna, naturalna i pozbawiona jakiejkolwiek sztuczności, co sprawia, że przez kolejne akapity wręcz się przepływa. Widać tu ogromną swobodę w operowaniu piórem, bo zdania układają się rytmicznie, bez zbędnych ozdobników i bez potykania się o wymuszone sformułowania.
Najbardziej fascynujące okazało się to, jak sposób pisania współgra z samą formą fizycznej książki. Zastosowanie opowieści na kartach czarnego koloru nadało całości niepowtarzalny, niemal intymny ton, sprawiając, że te konkretne sceny wybrzmiewają w wyobraźni ze zdwojoną mocą. Jako osoba przyzwyczajona do czarnego druku na jasnym tle, poczułam powiew absolutnej świeżości, a sam zabieg okazał się genialnym narzędziem stylistycznym, które buduje gęsty klimat i wciąga jeszcze głębiej w atmosferę tajemnicy.
Sama konstrukcja językowa potrafi w mgnieniu oka przejść od przejmującego, pełnego empatii tonu do ciętego, pełnego napięcia dialogu. Kiedy autorka dotyka bolesnej straty Dagmary i jej żałoby, pisze z wyczuwalną subtelnością, ważąc słowa i unikając taniego patosu, który tak łatwo mógłby popsuć ten wątek. Chwilę później potrafi jednak bez pardonu podkręcić tempo, skrócić zdania i nadać scenom na Korsyce filmową dynamikę, w której każda wymiana zdań brzmi żywo i zawadiacko.
Fabuła została zarysowana niezwykle ciekawie i widać, że autorka miała bardzo przemyślany pomysł na splecenie współczesnego dramatu z historycznym tłem osiemnastowiecznych piratów. Nie ma tu miejsca na nudę czy przegadane opisy krajobrazów, bo cała ekspozycja dzieje się w ruchu, organicznie wypływając z decyzji bohaterów i nieprzewidzianych zbiegów okoliczności. Ten nieszablonowy miks gatunkowy sprawia, że historia ciągle zaskakuje i nie pozwala przewidzieć, co wydarzy się za kolejnym zakrętem.
To właśnie ta zwinność warsztatowa sprawia, że gdy już wsiąknie się w ten świat, od lektury po prostu trudno się oderwać. Styl nie męczy, nie przytłacza nadmiarem metafor, a jednocześnie potrafi zatrzymać czytelnika na dłuższą chwilę przy pojedynczej, celnej myśli o przeznaczeniu czy ludzkich wyborach. Otrzymujemy tekst bardzo plastyczny, który momentalnie wyświetla w głowie gotowe obrazy i trzyma w niepewności aż do ostatniej kropki.
Jeśli szukacie książki, która zaskakuje nie tylko ciekawą treścią, ale przede wszystkim nieszablonową formą i lekkim, wciągającym piórem, to jest to pozycja, po którą bez wahania warto sięgnąć. Dla mnie to była wspaniała, odświeżająca przygoda, z którą spędziłam fantastyczny czas i z pełnym przekonaniem polecam ją każdemu, kto lubi dać się porwać nieoczywistym historiom.
